Słowem wstępu
Piękno człowieka mierzy się bogactwem jego serca, ale mierzy się je również bogactwem jego pióra, umiejętnością wyrażania przestrzeni duszy mocą słowa. Są chwile, gdy pod wpływem natchnienia pióro drży w rezonansie przelewanych na papier myśli i skojarzeń, chwile, w których tworzy się dzieła. Zdarzają się wszak i takie eseje czy poematy, które pozostają bez pamięci i umierają naturalną śmiercią w zaciszu szuflady..
Podobnie jak życie samo lubi kreślić scenariusze, tak również pióro kreśli słowami niezwykłą rzeczywistość zakorzenioną w zdarzeniach, natchnieniach i pejzażach ludzkich doświadczeń.
A ludzie przychodzą i odchodzą…. Czas daje nam ich na kilka chwil, byśmy krocząc jedną drogą, mogli zachwycić się ich pięknem, poznając to co w nich najwartościowsze.
Moje pisanie jest wielokroć z nimi związane, to próby wyrażenia wewnętrznej przestrzeni wobec owych „kilku chwil”, które w sercu zapisały się pięknem relacji.
Czy jest to poezja? Z pewnością jest to mała cząsteczka mnie samego, tego co w sercu noszę wobec tych wszystkich, których spotkałem i pokochałem na drodze ku dorosłości, dzięki którym jestem tym, kim jestem.
To również nieudolne próby nadania wyrazu i kształtu wobec samego życia, które w swej nieprzewidywalności jest największym darem jaki Bóg złożył w nasze dłonie.
Dedykowane:
Tomik ten dedykuję szczególnie mojej mamie wyrażając przez to wdzięczność za jej miłość, poświęcenie, a co za tym idzie przeogromne matczyne serce.
Modlitwa przed zaśnięciem
Przebóstwiasz mnie Sobą
Ty Bezkresny
jestem więc jak Ty Panie
wieczny
trwam w Tobie
i Ty we mnie
tak świat zbawiamy
wierzę ze po tamtej stronie życia
kiedyś się spotkamy
Twoje Słowo w moim sercu
moje serce w Tobie
jesteś wszak w naturze Trójcy
w potrójnej Osobie
ale wiem
że przez kapłaństwo
jestem bliżej Ciebie
jesteś tutaj
jestem z Tobą
w naszym małym niebie
(2008)
Żyj najpiękniej
Bądź dobrym człowiekiem
nie rzadko wbrew sobie
umocnienia szukaj
tylko w Bożym Słowie
Pomnażaj talenty
twórz własną historię
czasami wywołaj
swoją małą wojnę
ale żyj najpiękniej
bez chwili wahania
Tyle rzec ci chcę na wstępie
mojego pisania
(2008)
O Izraelu
O Izraelu
rozsławiam się w Tobie
choć trwasz wciąż uparcie
w konflikcie
i w wojnie
choć niezłomnie bronisz
linii demarkacji
choć ból w Sobie noszę
że nie miałeś racji
kiedy krzyżowałeś mnie
w Drugiej Osobie
a Ja Siebie objawiłem
Tobie
w Moim Słowie
Cóż z tego żem Elochim
Adonai jak wolisz
kiedy racji raz przegranej
tak uparcie bronisz
czyżbyś czytał Moje Słowo
jedynie wybiórczo
jeśli tak to ja skorzystam
i jak inni twórczo
stanę tak jak młody cieśla
przed ukrzyżowaniem
wobec owej ściany płaczu
z przeogromnym żalem
(2008)
O wrażliwości słowa
Poezja to odpowiedź
na pytania świata
to owoc wrażliwości
postrzegania życia
kultura myśli
w nazewnictwie słowa
to wena co się rodzi
młodzieńczo zmysłowa
by odkryć stany ducha
dotąd niepoznane
kochając co w niebycie
nie było kochane
(2008)
O samym sobie
Uwielbiam się śmiać
serce wyrażać mimiką
dotykać gwiazd
somatyczną polemiką
śmiać się całym sobą
sercem i duszą zarazem
i tak przemieniać wokół świat
wesołym krajobrazem
(2008)
Wigilia
Odnaleźć sens
tej Boskiej nocy
gdy Jezus rodzi się w stajence
i choć się serce wciąż buntuje
wyciągnąć w pojednaniu ręce
i w optymizmie trwać na nowo
perspektyw ciemnych burząc mury
tego ci życzę przy Wigilii
gdy Bóg wrażliwe trąca struny
(2008)
Na Boże Narodzenie
Już za chwilę przyjdzie czas
kiedy Słowo pośród nas
Ciałem się stanie
w bezbronnej postaci dziecka
już czeka na Niego kolebka
w duszy i w sercu zarazem
by zdobył nie szklanym witrażem
leż żywą osobą ich nuty
a później
do krzyża przykuty
rozumiał ich wymiary
wszak Gość to oczekiwany
(2008)
Moja poezja
Moja poezja
roztargnione nastroje ducha
wyrażane słowem
to nieustanne poszukiwanie
miejsca
dla serca
które wciąż w drodze
(1998)
Tęsknota za innością
W bezkresnej pustce
w nocy zawierusze
swój ideał życia
wreszcie wskrzesić muszę
Obce mi filozofie
ambitne mówców dysputy
ja żyję własnym życiem
nie jak łańcuchem skuty
skazaniec na banicję
bez prawa do nawrócenia
wiem że jedynie Chrystus
ludzką tożsamość przemienia
więc jeśli brak Jego w Tobie
to walcz jak lew o swe młode
bo taka nasza przypadłość
cenimy swoją urodę
(2008)
Trzy rzeczywistości
W perspektywie otchłani
Kochani
Niekochani
mijamy siebie bez życia
Pytanie ile w nas za życia
życia do odkrycia
W perspektywie czyśćca
życie ma swe normy
sen tu przede wszystkim
choć bywa spokojny
budzi swoje rządze
i pewnikiem nie znów wszystko
kupisz za pieniądze
ot taka pułapka
dla pysznych klatka
nim zdążysz zakombinować
wpadka
Dopiero w niebie
i to się rozumie
wszystko serce czuje
i wszystko rozumie
i pejzażem pędzla
próżno szukać wzoru
bo życie tam odmienne
wokół Mistrza stołu
który już nie postaci
lecz Siebie daje cały
To właśnie jest spełnienie
to Raj doskonały
(2008)
Ufność w Bogu
Wzbij się w górę
jak orzeł wśród chmur
obejdź wszystkie sprawy
postaw Chiński mur
i żołnierzy na straży
ciekawe co się wnet na ziemi
gdy lecisz przydarzy
Wzbijaj się ku słońcu
nie patrz na opinie
tych co cie kształtują
tak niby niewinnie dobierając nuty
Tylko Ten
co dla nas wszystkich dopełnił pokuty
rozumie nas kreśli nam pejzaże
to dla Niego przede wszystkim
całując ołtarze
wiem jak wiele mi brakuje
by wznieść się wysoko
wciąż doświadczam swej niemocy
wzruszam się głęboko
że nie umiem nie umiałem
być takim jak On
mimo że odkupił mnie i ciebie
cenną swoją krwią
(2008)
Kochanej Mamie
Słów próżno szukać
nie wyrażą treści
co wobec Ciebie w sercu
mieści się tak wiele
Jest wdzięczność
za dar życia
za trud wychowania
za postawę pokornego
matczynego kochania
za serce otwarte zawsze
i za to co nienazwane
niech życiem wyrażę
Mamo
wobec Ciebie
kochanie
(1998)
Kurczak i papuga
Powiedziała papużka
pewnego wieczoru
do kurczaka
z którym nie przypadkiem
zasiadła do stołu:
jakżeś piękny ma ptaszyno,
ten grzebyk, skrzydełka,
pewnie jesteś w swoim stadku
osobowość wielka.
Co Ty mówisz
miła moja
Tyś piękność chodząca
w Twoich piórach widzę barwy
kolorów tysiąca
a serduszko tak radosne
szczęściem przepełnione
w takt uderza rytmicznie
miłością natchnione.
Przytuliła więc papuga
kurczaka do serca
w wigilijny wieczór
przy innych ptaszętach
i choć były to tylko pluszowe maskotki
pokochały się w tym wierszu
jak żywe istotki.
(1997)
Czekanie na wiosnę
Modliłem się o miłość
przyszła
niespodzianie
serce przewróciła
do góry nogami
szarość w barwy tęczy
tchnieniem przemieniła
dwie połowy pomarańczy
w owoc zjednoczyła
zaprosiła do tańca
w błękitu zachwycie
kocham dziś kogoś
bardziej
niźli własne życie
(1998)
Przed zaśnięciem
Tak toczy się życie
jak ziemia się toczy
tak myślę o życiu
gdy zamykam oczy
o tej na teraz
chwili doczesności
i tej co przyjdzie potem
w pogodnej wieczności
(2008)
Monolog z wiatrem
Dokąd mnie dziś zaprowadzisz
duchu mej młodości
do miejsc które zrodziły
pejzaż wrażliwości
do mamy co wspiera
i ojca co radzi
do miejsc gdzie dorastałem
wśród pielech czeladzi.
Do młodych co dzisiaj
dorosłość piastują,
zagonieni życiem
często wegetują
nie mając czasu na konwenanse
obiadu w rodzinie,
niektórych nie poznam
po plackach w łysinie
wieku przypadłości…
Co w nich pozostało z ich idealności
Albo mnie zaprowadzisz
do miasta katedry
do stopni ołtarza
i pierwszej celebry
i do tych co na cmentarzach
czekają modlitwy
gotowi zmartwychwstać
z ich grobowej krypty
( 2008)
Dialog z cnotą
O Miłości
co imion wiele kryjesz w duszy
są takie wrażliwości
co w sercu poruszeń
słowami nie potrafią nazwać
stanów wypadkowej drżenia
mają ją w postawie
porozmawiajmy o nich kiedyś
Mamo
przy ciastku i kawie
( 2008)
Dla Sylwii
Kwiatami Cię obsypać
uśmiechem obdarować
słońcem włosy rozczesać
dobrym słowem pokrzepić
sercem swym
serce Twe objąć
duszę swą
z Twą duszą
połączyć
razem biec
na koniec świata
zamknąć się w muszelce na plaży
i……
Sama dopowiedz co jeszcze
(1993)
Serce
Moje serce
naczynie popękane
dla oczu
niewidoczne
co w nim
roztrzaskane
kto je zrozumie
(1998)
O Aniołku K…
W błękicie nieba żyje istota
co mi pomaga zawsze w kłopotach
kiedy serduszko wpada w udrękę
z błogosławieństwem wyciąga rękę
prosi o łaski Pana Jezusa
zdrowie dla Babci i dla Dziadziusia
troszczy się czule o Tatę, Mamę
by byli dla mnie wzorem, przykładem
jest mym Aniołkiem,
Orędownikiem
w troskach
najlepszym pomocnikiem
kocham Go szczerze
i sam w pokorze
proszę o wieczność
dla Niego
Boże
(1998)
*****
Kto nas zrozumie
w świecie tolerancji
gdy wokół ludzie
nietolerancyjni
mówią o miłości
i prawach człowieka
o tym jak żyć należy
by szczęścia doczekać
a ja kocham Cię skrycie
nie mówiąc nikomu
spotykam ukradkiem
pełen niepokoju
i pytam pokorniuchno
nieżyczliwych w tłumie
dlaczego nie pojmują
skoro Bóg rozumie
(1998)
Moje kapłaństwo
Przez miłość chcę zmienić świat
dać Ciebie ludziom w pokorze
nie tylko słowem
ale czynem świadczyć
żeś nas ukochał bez interesu
zostawić wszystko
by biec za Tobą
do szaleństwa zakochać się
w Tobie
i spalać
w kapłaństwie
dla Ciebie i świata
(1994)
Konfesjonał
Drżę cały
jak na węgłach
rozżarzonych
klękam
spalam się,
a Ty
przez miłość
uświęcasz
płaczę
ból tulę
krzyżem się oblekam
cierpię…
Nigdy więcej
Przyrzekam !!!
Dodaj sił….
Przemień
przez ciemność
przeprowadź
aby lepiej żyć
mocniej wierzyć
prawdziwie kochać
(1995)
Modlitwa z I……….
Pukam do nieba
o wpół do jedenastej
firmament już ogrodem z gwiazd
czekam aż przyjdziesz
na to spotkanie
przy blasku świecy…
Nasze czuwanie w Bogu
sercem
na głębię wspomnień
wypływam
chwile we dwoje
na pamięć przyzywam
dłonie splecione
usta przy ustach
most nadodrzański
żurawie dwa
miłość co przyszła
i Ty
i ja
i pytań sto…..
Twoje spojrzenie
i szept
znów słyszę
jakbyś tu była
jesteś…
Serce wyczuwa…
Niebo otwarte
o wpół do jedenastej… (1997)
Przed diakonatem
Na granicy światów
staję
Jeden krok
przez jedno tak
progi Obecności
na wieczność
przez pieczęć na sercu.
Dłonie te same
a jednak już inne
i lęk
i strach
bo przyszłość
nieznana
wiara przecież jak kruszyna chleba
i miłość już inna
przez stułę związana
łzy na policzkach
i pytań tysiące
przysięgam wierność
uczyń co zechcesz !!!
Celem
Kapłaństwo
(1997)
Monolog nad Odrą
Co ja tu robię ?
Wiersz piszę
wiatr swym dotykiem
kołysze trawy
słońce przemienia
wody kryształy
w tęczę.
Byłaś tu ze mną
parasol w dłoni
z pucharu lodów wzięty
ile nam
z tamtych dni pozostało
nieśmiało pytam
kocham
tak samo
a może
więcej
(1998)
Kochanej Babci
Twa nieobecność
smutkiem w duszy gości
uśmiech
pełen życzliwości
ogród
wielobarwny
w miłości spojrzeniu
takich ludzi dziś się nie spotyka
nawet pies
płacze
tęskniąc po swojemu
wierny przyjaciel
nie wie, że odeszłaś
na zawsze
Babciu kochana
najdroższa sercu
(Dedykowane Babci Zosi
luty 1998)
******
Uczę się
kochać inaczej
obecnością
w nieobecności
pokornym westchnieniem
kolan
otulonych modlitwą
uczę się kochać
miłością
co swego nie szuka
czasem…
jak żebrak
prosząc o strawę
by być dla innych
chlebem
który się łamie
by pokrzepić ducha
(1998)
Pielgrzymowanie
Takie moje wędrowanie
zginanie karku
pod brzemieniem
własnych słabości
poszukiwanie nieustanne
trwałych wartości
by życie godnie przejść
mozolny trud
zwlekania z siebie
starego człowieka
serca przepalanie
odwieczną Miłością
by kochać pełniej
Takie moje wędrowanie
w pocie czoła
dojrzewanie
do człowieczeństwa
by w prawdzie
lepszy świat
budować
umieranie
dla zmartwychwstania
(1998)
Oddanie się
Chcę być przy Tobie
w smutku i cierpieniu
w radości
żalu
tęsknocie
strapieniu
chcę być przy Tobie
głosić Twą naukę
mieć Twoją dobroć
Twego serca skruchę.
Czasem tak bardzo gubię się
w Twym świecie
gdzieś pragnąc uciec
gdzieś schować się skrycie
często uciekam przed Twoją miłością
chowam się w sobie
żyję samotnością
jednak powracam!!!
jak syn marnotrawny
jak klucze ptaków
do gniazda ciepłego
zło
które sercu zadaje katuszę
niszczę
oddając Tobie
ciało swe i duszę
(1991)
Trzysta i szesnaście
Wiosna w warkoczu
barw trzystu szesnastu
mieniących się
przepychem
listopadów liści
do serca zapukała
gorętsza niż ogień
ta wiosna co ją ludzie
miłość
nazywają
Poznawszy jej imię
wonią tego kwiatu
słodyczą nektaru
zmysły przepoić
zapragnąłem
w rozkoszy bogactw
niewypowiedzianych
statek swój
cumując
w porcie zaczarowanym
którego imię
Trzysta i szesnaście
(1998)
Przebudzenie
Zapukam do Twych drzwi
jutrzejszego ranka
gdy słońce wychodzić będzie
w swą codzienną wędrówkę
kiedy ptaki
budzić się będą z nocnego letargu
i kwiaty
uśmiechać się do przechodniów
Zapukam do Twych drzwi
delikatną dłonią
z różami
i miłością w sercu
natchniony Duchem Świętym
i Ciałem Chrystusa
w Tobie odnajdę to
co zagubiłem.
Pójdziemy razem po warszawskim bruku
Aleją
pełną letniego przepychu
będziemy mówić o naszych marzeniach
i o przyszłości rozmyślać
znajdziemy nasze szczęście w sobie samych
uśmiechać się będziemy
liżąc migdałowe lody
Ty i ja
w sobie zakochani
(1991)
Życzenia
Bądź zawsze
światłem
pokojem
miłością
Dziel się z innymi
cierpieniem
radością
Nie stawaj w drodze
którą co dnia kroczysz
choć ciężar krzyża
Twe oczy zamroczy
choć ci na sercu
ciężko będzie
czasem szlak swój zagubisz
życie kolor straci
Ty
zostań sobą
w Panu złóż nadzieję
On da Ci szczęście
i
wieczne zbawienie
(1992)
Cioci Kazi dedykowane
Cichojta, cichojta
te słowa wciąż słyszę
moja Mała Dziewczynko
tak Cię nazywałem
poprowadź mnie jak dawniej
za rękę na spacer
do ogródka
na huśtawkę
stację kolejową
do miejsc
gdzie świat widziałem
różnokolorowo
na lekcję religii
do salki przy kościele
albo nie
spotkajmy się jak zawsze
u Babci w niedzielę
na obiedzie o czternastej…
To czasy minione
dziś mocno wierzę
widzisz
drugą życia stronę
tę lepszą
za Twą miłość
Bóg Ci wynagrodził
Szczęśliwością wieczną
(1998)
Kapłan
Na wskroś
jesteś przepalony
Chrystusem
Kapłanie
w tobie ma mieszkanie
ta Miłość
Zmartwychwstała
sercu przekazana
mocą rąk biskupich
gratisowo
abyś ziemi solą
światłem świata
stał się
tyś świątynią
Ducha
krynicą źródła
którym – Chrystus
(1998)
Na przełęczy u Maxa
Grażka
W oczu błękicie
Iskierka
Pogodna nutka
Igraszka
Mała kruszyna
Zadumana
Niebieski kwiatek
bo kolor ulubiony
przez płaszcz
buciki
beret
wyrażony
od taki sobie akcent
szkrab dobrotliwy
przyjaciel?
Ktoś
Z dnia na dzień
Coraz bliższy
(1998)
Modlitwa cierniowa
Kocham Cię
Boże
niepojęty
ja grzesznik Twój
niepokorny
Kocham Cię
Choć karcisz mnie
w ogniu
doświadczając
przez nieżyczliwych
co plują na mnie
słowa ciężarem
tępym
głuchym na miłość
Kocham Cię
w hostii zachwycie
szczycie ofiary
bezkrwawej
W cierpieniu
ścian osamotnienia
gdzie szeptem łez
serce wyrażam
konawszy
Kocham Cię
zwyczajnie
po swojemu
w zmęczeniu dnia
każdego
coraz mocniej (1998)
Nostalgia za….
Zatańcz ze mną
Na bulwarze
Kołysaniem
Serca
utuleniem
w niebanalnym rezonansie
rozpalonych chwil
na przekór
spojrzeniom
ustom żądnym sensacji
w małym mieście
Zatańcz ze mną
Przeszłości
Tak niedawna
Dziś na klucz
Zamknięta
(1999)
Bez wiary
Kiedy słowem
gestem
spojrzeniem
ranię ciebie
wybacz proszę
kiedy łzą
spadającą
o sens istnienia
pytam
w nadziei
do wiary
nieskorej
wybacz proszę
kiedy modlić się nie umiem
i pokonać słabość
trudniej
kiedy wszystko idzie nie tak
i serce chodzi
własnymi ścieżkami
spraw
bym innych także
nie poranił
(1999)
A – e
Twoje pytania….
Łez kryształowych
Morze
W poszarpanym
Roztargnionym
Sercu
Zamyślonym nad
Szeptem
Niedopowiedzeń
co dnia
Przez konkret
życia
Przynoszonych
Poszukiwanie
w nadziei
na czasy lepsze
(1999)
W nadziei spełnienia
Płoniesz
żar miłości
topi chłód
Beznadzieję
jeszcze raz przemienia
w istnienia radość
cud
oczekiwany gość
dla serca co podąża
w samotności
z nadzieją cichą
na spotkanie
człowieka
(1999)
Podziękowanie
Dziękuję
za to, że jesteś
właśnie taka
z uśmiechem
co jak Anioł Dobroci
nadzieję zwiastuje
i
wiosną spojrzeń
w rytmie rzęs
miarowym
całuje
w zamyśleniu słowa
pieszczotliwie
Dziękuję ci
za………
nazwać nie potrafię
znasz prawdę sama
Słowa są tylko serca wyrazem
które taktuje
rytmem niemiarowym
zmieniając wypadkową wychylenia
(1999)
Spowiednikom – dedykowane
Nie dzielcie ludzi
na świętych
na grzesznych
na gorszych od
na lepszych
na miarę czasów
Nie szufladkujcie
karmiąc się kalkulacją
martwą siostrą sprawiedliwości
pozbawionej miłości
w spekulacjach
niewrażliwych na poniewierkę
Kochajcie
Przebaczajcie
prostujcie ścieżki zagubione
przez świata ułudę
wszak Miłość
większa niż grzech
to Bóg
Panem serc i dusz
Jemu poddani
prowadźcie ku wieczności
(1999)
Z nadzieją dla…
Nie płacz
choć czasem boli życie
Na przekór łzom
wierzyć trzeba
że Bóg istnieje
i
przez cierpienie
zawsze jesteśmy
bliżej nieba
(2000)
Z serca drżeniem
Wierzę
mimo wszystko
że miłość jest
między nami
Choć świat
podstępny łotr
fałsz nam do ust
podaje
i szeptać chce do ucha
że człowiek
Drugiego Tysiąclecia
przestał
miłości szukać
Wierzę, że tylko ona
sens istnieniu nadaje
bo ten
kto kocha prawdziwie
dla innych
darem
staje się cudownym
takim
jak dla mnie
Ty
słońca promieniem
zwiastunem nadziei
od dawna oczekiwanym
Gościem
(2000)
Wstecz się obracając
Chcę odwrócić czas
móc choć jeden raz
spojrzeć w Twoje oczy
by już nie płakały
by się nie lękały
Demonów złych
co serce ranić
potrafią
moich twardych słów
myśli hardych
nie skorych do kompromisu
(2000)
Bezimiennie
To bardzo boli
kiedy ktoś odchodzi
milknie na zawsze
i już nie powróci
zatrzaśnie drzwi
od drugiej strony
i klucz zagubi
Jak ci powiedzieć
że serce płacze
przecież wierzyłem
że będzie inaczej
mając nadzieję
że wszystko przed nami
Ufam, że wrócisz
czas lecz rany
(2000)
Bez tytułu
Mówisz
że wszystko stracone
nieprawda
choć serce z bólu
drży
łzy
oczyszczą duszę
Przyjdą dla Ciebie
piękniejsze dni
ukwiecony maj
zroszony deszczem
w słońcu
co się przebija
przez tęczę
wiatr
co pieśń skowronka niesie
w malinowy gaj
przy sosnowym lesie
żyj
po prostu
żyj
tak niewiele trzeba
by wzbić się
od otchłani
ku wyżynom
nieba
(2001)
Poświęcenie
Miłość
warto jej
życie poświęcić
Duszę przebóstwić
by stać się
Darem
nie martwym głazem
co rani
ciężarem
być
a nie mieć
żyć
aby kochać
sercem dla serc
płaszcz nieba
odsłaniać
(2000)
O Przyjaźni
Dwa serca
jak kamyki węgla
w jednym kominku
ocierają się o siebie
rozpalone światłem
Płomyka
który zjednoczył ich
we wspólnym żarze
Samotne – niewiele znaczą
Razem – tworzą wspólnotę ognia
Jego światło – ich światłem
Jego ciepło – ich ciepłem
Jego barwa – harmonią wnętrz
Potrzeba być jak węgiel
zawsze
gotowym do rozpalenia
(2000)
Teresko!
Chociaż nie ma płatków śniegu
Ja – Mikołaj
ciągle w biegu
takie Święta są raz w roku
aby zdążyć
zwiększam kroku
Śpieszę do was z łakociami
z perfumami
prezentami
Pukam w okno
po kryjomu
nim otworzysz
paczka w domu
(2000)
Niespełnione
Świat
kontrast barw
zagubiony
oślepiony
nadzieją złudną
gdzie
siła i słabość
ze sobą
walczą o człowieka
zawiedzione ambicje
niespełnione marzenia
coraz częściej
dostrzegam
w ludzkich twarzach cierpienia
(2001)
W poczekalni
Kiedy się zmienisz
moje serce
czekam
na Twoją przemianę
chciałbym mieć w Tobie
mocne oparcie
w Tobie
budować wiarę
chciałbym nareszcie
z ulgą odetchnąć
że pewność
w harcie ducha
lecz wiem
że jeszcze
drżąc przelęknione
dla siebie
miejsca szukasz
(2001)
Dziękuję
Dziękuję Ci Boże
za małe szczęścia
za okruch nadziei
za cud uśmiechu
za serca pokój
i łzy po grzechu
za ludzi bliskich
za drzwi otwarte
za to że kruszysz we mnie
co twarde
za życie
które dałeś mi Panie
i to
że celem moim
Jest
miłowanie
(2001)
Wiara
Moja wiara
krucha i słaba
wystawiana na próby czasu
niestała i niepewna
poszukująca pewników
i dłoni które poprowadzą
przez życie
czasem w zachwycie
góry
przenosząca
a częściej bezradna
pod krzyżem
łkająca
(2001)
Niedostępność
Świat mój
dziś na klucz
zamknięty
Niedostępność
obroni mnie
Cóż za różnica
Przyjaciel
czy brat
od dawna
dzieli nas
granica
Niewidzialny mur
Nie chcę być
psem
co skomli
pod drzwiami
nie mam już
sił
by żyć
marzeniami
tęskniąc
za światem
nierealnym
(2001)
„Kwiatuszki”
Ja aniołek
Dobry duszek
Mogę
Przynieść ci
Kwiatuszek
Mam ich wiele
Fiołki
Bratki
Rosną
Blisko mojej
Chatki
Niosę też
W skrzydełkach
Rosę
Powiedz co chcesz
A przyniosę
(2001)
Przetrzymaj!!
Jak ubrać w słowa
co nienazwane
Jak wlać Ci
w serce
prawdziwą wiarę
jak dać nadzieję
w beznadziejności
jak pchnąć
w twe żagle
powiew wolności
Jak przetłumaczyć
że szukać
warto
choć mówią
życie znaczone
Kartą
choć coraz mniej
miejsca na miłość
kluczem do szczęścia
Twoja
wrażliwość
(2001)
Po stracie
Sekrety
znam je wszystkie
słowa
rzucane na wiatr
obietnice
Zrobię wszystko
byś był
pyłu garść
Telefon
co śmiał się
i łkał
zamilkł
tyle mi zostało
miłość
odarty z niej
uczę się
żyć
od nowa
(2001)
„Dla mnie niewiele zostaje”
Moje serce
masz być
wodą dla spragnionych
bo jesteś sercem księdza
nadzieją dla wątpiących
bo jesteś sercem księdza
pokojem dla zrozpaczonych
bo jesteś sercem księdza
siłą dla bezsilnych
bo jesteś sercem księdza
zrozumieniem dla niezrozumianych
bo jesteś sercem księdza
skrywającym ludzkie tajemnice
bo jesteś sercem księdza
przystanią szczęścia dla nieszczęśliwych
bo jesteś sercem księdza
Bo Twoim obowiązkiem jest
być dobrym
bo jesteś sercem księdza
być wrażliwym
bo jesteś sercem księdza
być tolerancyjnym
bo jesteś sercem księdza
być wyrozumiałym
bo jesteś sercem księdza
być uczciwym
bo jesteś sercem księdza
być wierzącym
bo jesteś sercem księdza
być pobożnym
bo jesteś sercem księdza
być kochającym
bo jesteś sercem księdza
być szczerym
bo jesteś sercem księdza
być pełnym nadziei
bo jesteś sercem księdza
okazywać człowieczeństwo
bo jesteś sercem księdza
Więc masz powinność
wymagać od siebie
lecz nie być wymagającym
dawać innym łaskę po łasce
lecz nie oczekiwać niczego w zamian
bo dajesz nie ze swego skarbca
wspierać innych
lecz samemu nie upadać
być taktownym i kulturalnym
bo ludzie dość mają zmartwień
krzywd i problemów
Lecz nie masz prawa
szukać zrozumienia
nie masz prawa
osądzać innych
nie masz prawa
brać tego co do ciebie nie należy
nie masz prawa
wątpić w dobro
nie masz prawa
dawać złego przykładu
nie masz prawa
oczekiwać słowa dziękuję
nie masz prawa
do śmierci niespodziewanej
nie masz prawa
do nostalgii za tymi
którzy nie powrócą
nie masz prawa
do załamania i smutku
nie masz prawa
do prywatności
nie masz prawa
do zdrady ideałów
nie masz prawa
oczekiwać miłości
tej zwykłej ludzkiej
bo miłość Boga musi ci wystarczyć
(2002)
Tęsknić
Tańczą tumany liści
kolorów mozaika
szelest to śpiew
jesieni
cudna kołysanka
drzewu
co je nosiło
a z którego spadły
śpiewają o miłości
bo bliskie są
prawdy
że tęskni serce
za sercem
a za duszą dusza
I że wszystkich
kochających
tęsknota porusza
(2003)
Dobro w człowieku
Chmurek płaszcz
niebo przystroił
Księżyc
zarost cały zgolił
Gwiazdy nucą
pieśń w ukryciu
że moc dobra w ludzkim życiu
a najwięcej w ludzkiej duszy
Człowiek zdolny świat poruszyć
i gotowy w swej mądrości
obmyć go
z łez bezradności
i w zamian
za Złego dary
zdolny dobra
kosz wspaniały dać
Zawsze może to się stać
(2005)
Pejzaż dla życia
Na pięciolinii ułożyć życie
z kluczem co nutom
ton dźwięku wskaże
by poruszały się jak wahadło
w ściennym zegarze
Na pięciolinii zapisać duszę
jej kropki, kreski
nawet krzyżyki
i grać melodię
mierzoną czasem
życia liryki
Stać się dla swego
losu na ziemi
kompozytorem wielkiego dzieła
oto jest sztuka
oto wyzwanie
tak by mieć potem
przystęp do nieba
( 2006)
Drugie serce
Pokochać kogoś
nad życie własne
dni pisać
wspólnym wędrowaniem
mieć przekonanie
w tajnikach duszy
że drugie serce
jest Boga darem
że On chciał tej relacji
wzajemnej afirmacji.
Dziękować Mu szczerze za to
że ktoś ma otwarte drzwi
że wpuści za swój próg
bez pytań wszystko zrozumie.
Czy jest na świecie serce
co kochać namiętnie tak umie
i zdolne jest do poświęceń?
Jeśli tak Dobry Boże
nie chcę od Ciebie nic więcej
(2006)
Prawd kilka o sobie
Nie jestem perłą
z dna oceanu
ni zbitkiem lawy
z krateru wulkanu
ani diamentem
co w słońcu się mieni
ni rzeźbą z kryształu
o odcieniach bieli
Jestem przeciętniakiem
jak wielu na mieście
chociaż wolną duszę
zamykam w areszcie
by uchronić jej jak mniemam
swoistą wrażliwość
trudno nazwać mi słowami
wnętrza osobliwość.
Ale poza tym
mam więcej wad
niż myślisz sobie
choć mam jednak częstą wenę.
Mocny bywam w słowie
(2006 )
Przed odlotem do Stanów
Gdy księżyc
jutro ze swych komnat
wyjdzie
a słońce
biegun zdąży pocałować
Ty za ocean
gdzie jest druga Polska
przejęta lękiem
będziesz podróżować.
Wiem że niepewność
jest twoim udziałem
i jak na wietrze
liść miotany burzą
kołysze się
serce twe młode
przed ową podróżą.
To doświadczenie
wiele cię nauczy
i wrócisz wdzięczna za opiekę Boga.
Z nim choć przeraża
i choć niepokoi
bezpieczna jest i prosta
każda ludzka droga
(2006 )
W trosce o dobry sen
Śpij Aniołku
niech sen ci koi
niech cię tą deszczową nocą
życie nie zaboli
śnij o tym kto list ten
sercem pisze własnym
niech cię jutro pocałunek
od słoneczka jasny
obudzi
źrenice podniesie
i radość cudownych zdarzeń
nowy dzień przyniesie
w darze
ja zaś w tej intencji
całuję ołtarze
(2006 )
Nocne zamyślenia
Nie stanę przy tobie
na ślubnym kobiercu
i nie wyznam miłości
co rodzi się w sercu
nie będę do pracy
nosił ci śniadania
ni ścielił atłasem
na wieczór posłania
nie będę też zajmował
w życiu miejsce pierwsze
choć od serca jak potrafię
pisał będę wiersze
tęskniąc za rozmową czułą
i serdeczną
w nocy kiedy z ziemi
widać Drogę Mleczną.
Będę gdy pozwolisz
Różą
na twej ławie
którą co dnia się zachwycasz
przy ciastku i kawie
która zawsze pięknie pachnie
takie jej zadanie
nawet gdy zabraknie wody
nic jej się nie stanie.
Mogę także stać się wiatrem
co muska Twą duszę
i powodem jest nostalgii
i serca poruszeń
patrzeć co dnia o poranku
w Twoje okiennice
jak się z trudem z sennych marzeń
podnoszą źrenice.
Mogę być kimkolwiek zechcesz
bo wiele mam twarzy.
Czas pokaże już niebawem
co nam się przydarzy
(2006 )
Trudna osobowość
Nieodkryte dusze
odkrywam w sobie
Jak wiele postaci
mieszka w mej osobie
Czasem to dziecko
z łopatką w piaskownicy
Częściej bezdomny
na dworcu w stolicy
Czasem wichura
z nawałnicą gradu
Częściej jądro atomu
w przededniu rozpadu
Nieraz
pluszowy misio na tapczanie
Albo dostojnik Kościoła
głoszący kazanie
Czasem odkrywca oceanów
poznający świata duszę
Częściej pustelnik w samotni
cierpiący katusze
Ot taki trudny
kontrast mej osoby
Powiedz
czego więcej we mnie
Cienia czy urody
(2006 )
Pytanie o sąd
Jak nas kiedyś Bóg osądzi
Czy tym, którym serce błądzi
w wrażliwości wobec świata
Których czas się wciąż przeplata
raz z dobra
raz ze zła stroną
Którzy zdobią się pokorą
znając klęski i wygrane
Dobre wieści i skandale….
Czy Tym Bóg
da w swej mądrości
Życie wieczne w obfitości
(2006 )
Mamie raz jeszcze
W której kobiecie
ciebie odnajdę
kiedy odejdziesz mamo
gdzie znajdę taką wrażliwą duszę
gdzie znajdę taką tożsamość
gdzie skryję łzy gdy idąc miastem
nie poznam Twego oblicza
i tylko w myślach
i w wyobraźni
zachowam matczyne lica
Przyznaj mi rację Mamo
To jeszcze się nie stało
(2008)
Tożsamość uczuć
Zagubiony jestem
w uczuć świecie
To przywilej przypisany
każdemu poecie
Otoczony lustrem spojrzeń
jak bilbord na ścianie
Głoszę często pod publikę
stosowne kazanie
Ale serce za tym słowem
nie często podąża
i w próżności tego świata
ukojenia szuka
Nierozumne dla postronnych
obcych na szaleństwo
wie że miłość w konstytucji
odwagę i męstwo
ma wpisane
nawet wryte
jak rylcem w kamieniu….
Jestem zatem nieustannie
poddany zwątpieniu
Sam dopowiedz jeśli umiesz
resztę poematu
i nie bądź surowym sędzią
mojego dramatu
(2006 )
Pytanie do Boga
Rodzimy się jedynie przechodniami
w poczekalni na niebo
filozof Boga zapytałby dlaczego?
Czemu raz dał i zabrał
Ogród Szczęśliwości
czy obraził go wolnością
człowiek w swej małości?
Przechodnie albo cienie
niewielka różnica
śmierć wszak to tylko chwila
zbyt cienka granica
by się jej bać
lękać się życie całe….
Tamto życie piękniejsze,
dobrem rozkochane.
Przejść więc nam należy
ze śmierci do życia,
tylko kiedy to nastąpi
oto tajemnica
(2006)
Modlitwa grzesznika
Przestrzeń dla ducha
mieć w codzienności
dla wrażliwości perspektywę jasną
jakąś odskocznię od rutyny
inwencję własną
żyć nieustannie pełną piersią
nie patrzeć na innych zdanie
w sumieniu mieć wpisane prawo
pokornie proszę cię Panie
A jeśli kiedyś w swym wędrowaniu
zobaczę ciemną dolinę
nie krzycz nie wskazuj na mnie palcem
i nie mów jak wielką mam winę
Wiesz wszak co znaczy być człowiekiem
I kochać umiesz nad życie
dlatego mi przebaczasz Jezu
Tyś przecież mój Zbawiciel
(2007)
Pejzaż jesienny
W jesieni tkliwej zadumie
wirują liście w tańcu
a czas do końca roku
odmierza się w rytm różańców
i serce jak słońca tarcza
dziwi się zachwytami
odpowiedz mi Kochanie
czy tak jest między nami
( 2008)
Niepewność
Nad horyzont
słońce się gramoli
ktoś na molo
w cieniu słońca stoi
serce bije mocniej
chce przeżyć owocniej
życie
powiesz
Serce tyś jest wszak marzyciel
A życie naprzód gna
i tarota karta nie zna go
Co przyniesie świt
Nikt
tego nie wie nikt
nawet ja
Niech teraźniejszość trwa
niech trwa
niech trwa
(2008)
Dla Cioci Ani
Czereśni z dziadków ogrodu
nie znajdę dziś u ciebie
ci którzy o nie dbali
od dawna są już w niebie
Przy starej Singera maszynie
od dawna też nikt nie ceruje
choć igieł miarowy stukot
każdy kto wchodzi
czuje
Lecz serce w domu żyje
i sceny dawne pamięta
i klimat tożsamy na co dzień
i klimat tożsamy na święta
i chce się wracać z podróży
w progi Przyjaciół żołnierza
ogarniam was modlitwą
klękając do pacierza
( 2008)
Na Wszystkich Świętych
Liście co wieńcem
na grobach się ścielą
i barw mozaiką
w odcieniach się mienią
suche gałęzie
konary
zdają się szeptać
my też przemijamy
I wiatr
co zdmucha ogień na lampionach
też śpiewa z gwizdem
o czasu znamionach
o tajemnicy
którą znają cienie
tych co już odeszli
dawno w zapomnienie
I chryzantemy
w ozdobnych donicach
sączą łzę cichuchną
na płatków źrenicach
bo ich żywot na mrozie
nie wróży wieczności
i one świadome
życia ulotności
I myśli w ten wieczór
tak wiele się rodzi
lecz żadna z nich smutku
odejść nie osłodzi
trwają tylko chwileczkę
z modlitwą w pokorze
by spotkać się w niebie
z bliskimi daj Boże
(2008)
PRZEMYŚLENIA,
FRAGMENTY KORESPONDENCJI
CZYM JEST MIŁOŚĆ
Spłycić można jej głębię
słów bezradnych brzmieniem,
bo miłość dla wielu ludzi
serca jest natchnieniem,
puchem zwiewnym dla drugich,
gościem niezapowiedzianym,
ale tym najpiękniejszym
i tym pożądanym..
Język,
naczynie bezradne,
nie da jej wyrazu,
choćby się starał
i wił umiejętnie,
odsłoni piękno miłości
jedynie przeciętnie,
zdawkowo dobierze określenia
bo Miłość nierówna miłości
wciąż zmienia się,
dojrzewa,
nie pali się
choć płomieniem
ogrzeje nawet tych,
którym wydawać się mogło,
że odkryli jej sekret,
że posiedli jej czar,
że odnaleźli wszystkie jej wymiary.
Szukam jej i wciąż się uczyć muszę bo jej smak subtelny ma wiele imion, wiele znaczeń, wiele barw. Jest swoistą mozaiką, tak jak dzieło malarza jest bogactwem tworzącej jej palety i pędzla artysty i choćbym chciał odkryć wszystkie możliwości różnorodnych połączeń kolorów i technik malarskich nie zdołam odnieść się do zamierzeń i natchnień twórcy arcydzieła. Bo owym twórcą jest Bóg i każdy kto kocha narodził się z Boga i zna Go, choć Bogiem jest niepoznanym i często niezrozumiałym.
Miłość, napisać o niej słów można wiele
i pewnie wszystkie będą prawdziwe. Każdy jednak, kto ma serce postrzegać ją będzie inaczej i każdy w sobie właściwy sposób będzie kierował się jej prawami i póki nie spocznie serce póty na nowo stawać będzie w jej obronie każdy, kto pragnie tu na ziemi szczęścia, bo kochać i być kochanym to jedyny prawdziwy przejaw szczęśliwego życia.
TĘSKNIĆ
Budzić się wcześnie,
jeszcze przed świtaniem,
zrywanym niemiarowym
serca kołataniem,
które zamiast bić
drży
jak liść na wietrze,
ciężkie się wokół staje powietrze,
to drżenie zabiera sen spokojny.
Deszcz
delikatnie w okiennice stuka,
lecz nikt od dawna w twoje drzwi
nie puka,
zamilkł telefon,
nikt już nie pamięta,
nikt nawet kartki nie wyśle na święta.
Ludzie
co chmurą otaczali serce,
ludzie,
ku którym wyciągałeś ręce,
co trwać w przyjaźni wiecznej
obiecali,
co na dobroci nie raz się poznali,
wielcy i mali,
bogaci i biedni,
dla których czas twój
zawsze był potrzebny,
ci którym przekazałeś najwyższe wartości,
których korzenie sięgają miłości
i weń wpuszczone mają
dlaczego oni wszyscy już nie pamiętają?
Czym jest tęsknota
i tęsknić co znaczy,
kto odpowiedzi udzielić mi raczy,
kto się odważy dobrać określenie
na to subtelne wewnętrzne cierpienie?
Tęsknić zatem, tak myślę
to po prostu chcieć,
kogoś najbliższego przy boku swym mieć,
kogoś kto zrozumie, do serca przytuli,
kto choć odrobinę zło świata znieczuli.
To z nadzieją cichą
na furtkę spoglądać
wierząc, że najbliższy
ku niej będzie zdążać,
że zadzwoni za chwilę jak to już bywało…….
Tęsknić to wciąż marzyć, aby tak się stało.
(2005)
WOLNOŚĆ
Wolność wyborów,
słowa,
decyzji,
wolność od kłamstwa,
od hipokryzji,
wolność zachowań,
sposobu bycia,
wolność nabyta za cenę życia,
wolność w niewoli choć serce boli,
choć duch umierać zdaje się powoli,
wolność w obozach i miejscach kaźni,
najsubtelniejsza,
na kanwie jaźni,
myśli czy duszy,
wolność ku dobru zdolna poruszyć
tych, którzy cierpią prześladowanie,
do niej należy ostatnie zdanie.
Wolność jak miłość wiele ma twarzy,
niejeden naród o niej wciąż marzy,
niejedna dusza za nią wygląda,
niejedno serce mocno pożąda.
I choć się o niej wiele wciąż mówi,
choć się niejeden wolnością chlubi,
chociaż w hierarchii ma miejsce pierwsze
i piszą o niej poeci wiersze,
to każdy jednak winien pamiętać,
że przed wolnością też trzeba klękać
i umiejętnie wprowadzać w życie
a nader wszystko pokochać skrycie.
(2005)
PRZEBACZENIE
Jak się przełamać
gdy boli serce,
jak do człowieka wyciągnąć ręce,
kiedy okłamał,
zdradził,
zawinił,
kiedy najgorsze rzeczy uczynił,
jak ma wyglądać to przebaczenie,
gdy mocno w duszy żyje cierpienie?
Czy trzeba czekać,
aż się wypali,
żal, który wnętrze najmocniej trawi,
czy czas potrzebny na przemyślenia
jest niezbędnikiem dla przebaczenia?
Jak wiele wody musi upłynąć,
jak wiele godzin musi przeminąć,
jak wiele trzeba poświecić z siebie,
by tak jak Ten co mieszka w niebie,
przez jeden gest, jedno spojrzenie
okazać winnym przebaczenie.
Jak znów pokochać
i jak uwierzyć
i jak złu świata się sprzeniewierzyć,
jak wyjść naprzeciw wobec podłości,
kłamstwu, obelgom i nikczemności?
Jak się przełamać, wyzbyć się lęku
że znów za chwilę tak jak po ciemku,
w cieniu przedmiotów,
rzeczy konturów,
ktoś jeszcze większych nie wzniesie murów
i jeszcze mocniej blizn nie rozdrapie
i w większą jeszcze pułapkę nie złapie?
Cóż więc zostaje?
Trwać w niepewności,
czekać od innych gestów litości?
Zamknąć się w sobie i w bezsilności,
wierząc że nie ma w świecie miłości?
Trwać w bezradności czy wyjść naprzeciw
i choć na chwilę ogień rozniecić
i wbrew nadziei nadzieję mieć
i wokół siebie dobro nieść chcieć?
Zatem,
co mocno się z tym wiąże,
przebaczyć to węgle żarzące
rzucić pod stopy,
po prostu zapomnieć,
choć może nie raz przyjdzie je znów wspomnieć, to żyć zwyczajnie nową nadzieją,
że może jeszcze ludzie się zmienią
i przepraszając naprawią relacje,
życie swe odmieniając,
sami dla innych dobrymi się stając.
(2005)
WIARA – CZYM JEST?
Wierzyć komuś,
wierzyć w coś, wierzyć,
że istnieje Ktoś,
słowu wierzyć,
prawdzie wierzyć,
z wiarą złu się sprzeniewierzyć.
Wiaro święta,
co swą mocą możesz przenieść góry,
źródłem twej wewnętrznej siły
jest Ten tylko, który – chmury zamieszkuje
Ten co człowiekowi potrafi zawierzyć,
jeśli on twoją głębią
zechce życie mierzyć.
Wiaro krucha i niepewna,
tyś jest hartem ducha,
ale tylko w tym przypadku,
kiedy człowiek słucha
– SŁOWA ŻYCIA –
gdy je kontempluje,
gdy refleksję w zamyśleniu nad nim
nieustannie snuje,
tak, że czyny i decyzje
są czytelne,
jasne,
wolne od błędów,
od świata zamętów
i życia zakrętów.
Wiaro! – tyś jak zaufanie,
trudno nabyć ciebie,
choć się mówi,
że bez wiary
miejsca nie ma w niebie,
tyś podobna do miłości,
też masz wiele twarzy
i niejeden co nie wierzy
o tobie wciąż marzy.
Mówisz wierzę,
czyli ufam,
w wierze mam oparcie,
choć są tacy, którzy z wiarą
walczą wciąż uparcie.
Wierzę Tobie,
Twemu słowu,
wszystkiemu co robisz,
wierzę, że od złego w życiu
zawsze mnie uchronisz.
Wierzę chociaż świat nie wierzy,
wiarę chcę rozkrzewić,
tak by jej płomieniem spójnym
serca móc odmienić,
nadać sens gdzie go brakuje,
by westchnąć w zachwycie,
że przez wiary perspektywę
bardziej kocham życie.
(2005)
NADZIEJA – MIEĆ NADZIEJĘ?
Niebo
odkrywa płaszcz błękitu,
słońce
osiąga horyzont zenitu,
wiatr
delikatnie muskać się zdaje
i nierealne realnym się staje.
Bliskie spełnienia stają się marzenia,
gdy w sercu ze snu budzi się nadzieja
– wrażliwa siostra wiary,
podparta w miłości
dzięki niej świat się nie pogrążył jeszcze
w beznadziejności,
w chaosu wirach,
w piętrzących się nieustannie
duchowych lawinach
cierpień,
smutków,
zdarzeń tragicznych,
wiecznie trwałych zamyśleń,
tęsknot nostalgicznych.
Mówią,
że to matka głupców,
złudna i zawodna,
że ciekawszym zamiennikiem
kalkulacja chłodna,
że bardziej
twarde po ziemi chodzenie nauki jest warte,
niż w życiu swym postawić wszystko
na nadziei kartę.
Lecz każdy kto ma serce
i zdrowy rozsądek,
kto pielęgnuje w sobie
duchowy porządek,
kto cele w codzienności
stawia sobie jasne
i przyjął określony plan
na życie własne,
każdy kto nosi w duszy kosz pragnień i marzeń
i wyczekuje nieustannie
wypadkowej zdarzeń
i Bogu od początku
ufnie los powierzył
– ten właśnie nadziejami życie będzie mierzył.
(2006)
POWOŁANIE
Lawina myśli,
splot różnych zdarzeń,
wynik refleksji,
tęsknoty i marzeń,
wreszcie decyzja
– myślisz, że własna,
bo taka pewna,
czytelna,
jasna,
podbudowana
sumienia głosem,
że Pan Bóg czuwa nad ludzkim losem.
Pytasz od dziecka,
czym ten glos w duszy,
co struny życia zdolny poruszyć,
bieg nadać sprawom,
odkryć przestrzenie,
w których się spełnisz na życia scenie.
Nieraz go depczesz,
odrzucasz,
tłumisz,
albo w refleksji nad nim się gubisz,
chcesz go zagłuszyć,
stłamsić,
oddalić,
nawet na stosie gotowy spalić,
lecz ten tym bardziej nasila brzmienie
i podpowiada,
że twe spełnienie jako człowieka od tego zależy
czy się wołaniu nie sprzeniewierzysz.
Wielkim misterium i tajemnicą
szept, który w duszy tli się i płonie,
zalewa z czasem serce i skronie,
wzbudza niepokój lub zastanawia
i nieustannie w tobie
przemawia.
I tylko jednej pragnie on rzeczy,
byś będąc wolnym mu nie zaprzeczył,
byś się odważył podjąć wezwanie,
którego imię brzmi
powołanie.
(2005)
SAMOTNOŚĆ
Mrok swoją złowieszczą szatą przysłania mi jasność widzenia. Ciemność nocy to swoisty dekadentyzm i pustka, której nie potrafię przeskoczyć. To właśnie w nocy przychodzi do mnie moja starsza siostra, której na imię samotność. Otula moje serce, moje zmysły, moje ciało. Nie umiem się przed nią obronić, jest towarzyszem ścieżki, którą sam podjąłem się kroczyć. Jest moim stróżem, którego zadaniem jest czuwać. I chociaż wokół mnie ludzie, ręce gotowe do uścisku, chociaż znam miejsca, gdzie mógłbym odpocząć i otworzyć skarbiec mojej wrażliwości
i nawet jeśli czasem miejsca takowe odwiedzę, to jednak wracając do marnej przestrzeni czterech ścian nieustannie czuję ciężar samotnej egzystencji.
PRZERWANE WIĘZY PRZYJAŹNI
Piszę do człowieka, którego niegdyś znałem, do kogoś, kto dla swojego serca, w bezkresie oceanu życia, szukał małej wysepki wytchnienia, odpoczynku
i spełnienia najskrytszych marzeń o stałym lądzie, pięknie przyrody i bogactwie miłości wnętrza tych rozbitków, którzy tak jak on roztrzaskali swój kuter
o skały.
Dziś widzę człowieka, który docierając do owej tajemniczej wyspy wzgardził jej tajemniczością,
a wszystkie oczekiwania okazały się jedynie garścią prochu, wartościami za którymi tak naprawdę kryła się pustka.
Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię……. – niekończące się elektroniczne impulsy z łącz internetowych, sms – y – pisane w natchnieniu oczarowania, że wreszcie dotarłeś do tak długo oczekiwanej wyspy. Ale ta Twoja wymarzona wyspa – kochany Przyjacielu – to Atlantyda, którą na dodatek sam zatopiłeś. Zatopił ją ogrom Twojego egoizmu, którego jeszcze dziś nie jesteś w stanie dostrzec. To tak jak z dzieckiem, które nastawione jest jedynie na potrzebę brania, nie dawania, które nie poczuwa się do odpowiedzialności za siebie, a cóż dopiero za innych.
Potrafisz wmawiać sobie, że jesteś niczym zranione zwierzę, skaleczone przez różnych kłusowników, którzy czekali, aby pochwycić Cię w swoje sidła. Jesteś odepchnięty nie tyle przez ludzi, ile przez swoją własną wrażliwość, dumę, która czuje się urażona. To podobnie jak wtedy, podczas podróży, kiedy urażony stanowczością Sternika, który prowadził w sztormowym klimacie swój mały stateczek, zamknąłeś swoje oczy i skazałeś go na samotną wędrówkę do domu – ponad 150 km samotnej żeglugi. Wtedy także nie potrafiłeś powiedzieć zwykłego PRZEPRASZAM.
Jesteś wrażliwym człowiekiem, ale jesteś również bardzo wymagający, brakuje ci tolerancji i akceptacji. Przegrywasz, bo jesteś zaborczy i nieugięty – to Ty chcesz narzucać prawa, wyznaczać horyzonty, to Ty pragniesz kogoś zniewalać, by był na Twoją osobistą wyłączność. Chcesz, by inni byli takimi, jakimi chciałbyś ich widzieć, by pasowali do Twoich ciasnych ramek.
Tak to już jest, że w życiu jednych ludzi tracimy a innych pozyskujemy, jedni przychodzą, a inni odchodzą na zawsze, niekiedy nie potrafiąc spojrzeć sobie w oczy, zawiedzeni, że nie spełniono ich oczekiwań……
(…) Wiesz, że chcę dla Ciebie tego, co najlepsze, dlatego też życzę Ci, byś się nie pogubił, by sztormowy wicher nie połamał Twoich żagli, a wybujałe fale nie połamały kruchego steru. Życzę Ci, byś doświadczał piękna i wartości życia, dorastał do człowieczeństwa i wreszcie przycumował do „serca Twego przystani.”
ZACZERPNIĘTE Z MARZEŃ O WĘDROWANIU
Słońce powoli, czerwienią swojej szaty otula horyzont, który jawi mi się przed oczami. Mój kuter przygotowany do rejsu choćby na koniec świata, zaczyna delikatnie kołysać się na lustrze wody, która będzie go niosła w nieznane. Jakże cieszę się, że mogę znów na maszcie powiesić żagiel i poddać się tej cudownej przestrzeni wiatru, który da siłę do przemierzania tysięcy mil. Zostawiam za sobą moje życie, problemy, zmartwienia, kłopoty, tęsknoty. Dziś raz jeszcze zakosztuję od dawna oczekiwanej słodyczy jaką daje mi wolność. Ta wolność, która pozwala mi być kim chcę, która nie boi się ludzi, ich twarzy, zawistnych i zimnych zdolnych jedynie do nietrafionych osądów. Pod osłoną nocy odpływam razem z ukochanym mi człowiekiem, kimś kogo niegdyś utraciłem i kogo odnalazłem na nowo. Odpływam w krótki rejs by cieszyć się jego bliskością, bo nie tylko nauczyłem się go cenić i szanować, ale również kochać prawdziwą miłością. Ale czy ja zdolny jestem do takiej miłości? Znając swoje ograniczenia, wady i ułomności wiem, że od ideału dzieli mnie jeszcze przestrzeń nieogarniona. Nie zrażam się tym – uczę się być człowiekiem, zdolnym do ofiary i poświęcenia, każdego dnia niewidzialnym rylcem rzeźbię bryłę swego serca, by mogło dla innych stać się darem jakiego oczekują.
STRACIĆ KOGOŚ
Kiedy się kogoś traci, serce pęka niczym mydlana bańka muśnięta nagłym podmuchem wiatru. Kiedy odchodzi ktoś zaufany, bliski przyjaciel, powiernik sekretów, oaza radości, wtedy nie pozostaje nic innego jak usiąść tak, by nikt nie mógł dostrzec, twarz ukryć dłoniach i płakać. Łzy mają bowiem w sobie niewidzialną siłę, która oczyszcza.
Jakże wiele w swoim życiu miałem już takich chwil, kiedy kogoś na zawsze utraciłem. Kogoś, kto odszedł bezpowrotnie w świat wymierzony granicą innej egzystencji jak również kogoś kto jednym gestem, niczym pociągnięciem pędzla artysty zerwał wszelkie relacje serca, obietnice i zobowiązania. Można powiedzieć, że przejście przez próby rodzi stałość, ale ja wiem, że każda zerwana więź, która mogła stanowić swoisty klucz do szczęśliwości, trąca w sercu raną, nieustannie wydającą cierpki owoc.
SMUTEK
Noc, deszcz delikatnie dzwoni o szyby, niebo płacze a swoimi łzami zrasza spragnioną ziemię. Nie śpię, nie potrafię dziś zasnąć, w zasadzie budzę się co kilka chwil i przywołuję obraz bliskich mi osób, które już odeszły. Jest ich bardzo wiele – ludzi których kochałem, których na różny sposób utraciłem, ludzi, których już nigdy nie odnajdę, a jeśli nawet to nie takimi jakich znałem.
Oderwany od otaczającej mnie rzeczywistości, zawieszony jestem niczym w próżni, w pustce. Wszystko przestało być ważne, to co stanowiło o szczęściu, ustąpiło miejsca smutkowi i bliżej nie znanej bezradności. Czy to jesień tak wpływa na zmienność nastrojów. Z pewnością delikatna mgła, którą nad ranem zobaczyłem przez okno, ta która nie przepuszcza promieni słońca, ma w tym znaczący udział. Zaduma nad przemijaniem. Idąc w południe przez las widziałem mieniące się tysiącami kolorów liście, podmuch delikatnego wiatru sprawiał, że tańczyły przede mną, tak jakby chciały wlać w serce odrobinę radości. Na próżno uczyły się tej sztuki, bo dziś nic nie jest w stanie zastąpić mi tego co utraciłem.
Ci, którzy odchodzą w wieczność nie sprawiają jednak takiego bólu jak ci, którzy odchodzą za życia, ci, którzy nazywają się przyjaciółmi, towarzyszami drogi. A właśnie teraz kolejny bliski mi człowiek odchodzi.
Wiem, że miłość potrafi wiele znieść, że jest wieczna i trwa niezależnie od burz jakie przechodzi. Ale wiem również, że jeśli człowiek na przestrzeni lat wkłada w kształt tej miłości swoją ogromną inwencję, jeśli daje więcej z siebie niż posiada, i jeśli widzi jednocześnie, że ów drugi, zbierając owoce tej życzliwości, częściej zamiast wdzięczności, zadaje ranę – to trzeba ustąpić. Trzeba samemu odejść, usunąć się w cień, zamilknąć, ale nigdy nie przestać kochać.
Bolą mnie ogromnie odejścia takich ludzi, boli mnie ta naga prawda, że tak naprawdę mogę w życiu liczyć, jedynie na siebie samego. Nie jest to rozczulanie się nad sobą, nie jestem już pesymistą widzącym świat od ciemnej strony ale rani mnie fakt wykorzystywania mojej dobroci. Jakże często czuję się jak pluszowy miś, którego kiedyś tulono do serca, a dziś odkłada się na półkę, bo stał się nudną zabawką.
KOLEJNA WYPRAWA
Delikatny letni wiatr jest towarzyszem mojej kolejnej podróży w nieznane. Raz jeszcze zostawiając za sobą szarą codzienność, naglony wewnętrzną potrzebą odkrywania tajników świata, wstępuję na Katamaran, którym popłynę do Danii. Po fali upałów, które przeszły nad Wybrzeżem, cieszę się z tej pochmurnej pogody. O wiele ciekawszym doświadczeniem będzie dla mnie pokonywanie nieokiełznanych fal niż bezszelestne przemierzanie gładkiej tafli Bałtyku – morza kryjącego w sobie tak wiele tajemnic.
Teraz widzę, że morze potrafi być przestrzenią nieogarnioną – poszczególne jego fragmenty odbijają na lustrach wody promienie słońca, które z trudem przebija się przez firmament. Jestem obecnie na rufie – dwa potężne silniki rozbryzgują spienioną wodę, pozostawiając po sobie białą smugę. Za kilka chwil port ze stałym lądem zniknie z pola widzenia, ustępując tym samym miejsca bezkresowi. Jak dobrze, że odpłynąłem od szarych spraw, szarych ludzi, których obecność zaczyna mnie dręczyć, jak dobrze, że mam taką możliwość, by w owym bezkresie oceanu odkryć na nowo nieskończony majestat Boga.
„Z marzeń, życia,
dorastania do człowieczeństwa”
Są różne marzenia, różne pragnienia. Co do doświadczenia Boga – jednym z moich marzeń była
i jest nadal taka podróż: zabrać z sobą plecak, kilka sprzętów, butlę gazową z małym garnuszkiem na wodę, modlitewnik i mały mszał + paramenty liturgiczne, żywność i trochę pieniędzy, namiot i śpiwór
i iść………….. , iść w nieznane, by odkryć Prawdę. Iść
w bezkres lasów, traktów nadmorskich lub górskich grani, iść, aby doświadczyć Obecności – Boga we mnie i Boga ponad mną. Jakież to piękne, oderwać się od tysięcy spraw, które na co dzień przygniatają swoim ciężarem, zostawić za sobą wszystko i jednocześnie wszystko ze sobą zabrać, by to przemodlić
i przemedytować. Nie tyle, by uwolnić się od obowiązków ile bardziej, by umieć je dźwigać inaczej.
Dziś to wszystko urzeczywistnia się – choć nie jest to takie zupełne oderwanie i wyjście na pustynię. Niemniej jest to doświadczenie nieznane – razem
z przyjacielem zanurzyć się w błogosławioną przygodę odkrywania siebie i odkrywania Boga w nas. On będzie nam przewodził i On nas ubogaci. Wierzę w to – to jest moją nadzieją. Jeśli nam się uda – będzie to czymś do czego niejednokrotnie wrócimy w życiu, niezależnie od tego jak potoczą się nasze losy. Ja w zasadzie jestem nieustannym pielgrzymem, nomadem koczującym z miejsca na miejsce. Chciałbym, abyś odkrył we mnie Boga i aby On stał się dla Ciebie tak żywy jak dla mnie.
Dorastanie do człowieczeństwa – ciąg dalszy
Moja lampka powoli gaśnie. Rozproszone światło tlące się z jej knotka zwiastuje o nieuchronnych ciemnościach. Boję się ich. Ciemność ma w sobie samej coś złowieszczego, zaciera kontury i kształty przedmiotów, swoją przestrzenią otula serce wyzwalając lęk i niepokój.
Jakże wiele takich chwil doświadczyłem w życiu. Imion owych ciemności jest bardzo wiele. Ich bezkres może sięgać zenitu. Brak światła, energii, to strata najmniejsza. O wiele większym złem jest ciemność serca, zagubienie, powątpiewanie, brak jasności sumienia. Jakże łatwo jest wtedy potknąć się i upaść, dotkliwie poranić. Jakże łatwo popełnić błędy, których będzie się żałować w przyszłości i na swoich barkach nosić ich konsekwencje.
Mówiłeś – mój przyjacielu – że jest Ci trudno zająć właściwą postawę wobec sakramentu pokuty. Fakt, przyznaję, to trudny temat – zwłaszcza jeśli człowiek nie doświadczył jego piękna. To on jest dla mnie źródłem światła, nie sam w sobie lecz jako przedstawiciel łaski, która pochodzi od Boga. Gdzież indziej można bardziej doświadczyć tej niesamowitej obecności Boga, który przytula do serca. Przytula człowieka w jego nędzy i niemocy, nie znieważa go za niegodziwość i odstępstwa lecz wyposaża w łaskę, daje siłę i wlewa nadzieję, że można siebie pokonać, ale trzeba walczyć, walczyć o siebie i swoją godność.
Zdecydowałem się zostać księdzem, ponieważ doświadczyłem Boga żywego, doświadczyłem Go na tyle, że zachwycił mnie swoim pięknem. Nie znaczy to, że nie miałem później wahań i niepewności – sam wiesz, że im większa wrażliwość tym trudniejsza droga. Nie pokonałbym jej, gdyby ogień mocniejszej lampki nie dał płomienia mojemu kagankowi duszy. Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że tamten człowiek wyrył we mnie swoiste piękno i dzięki niemu jestem kim jestem.
Wyobrażasz sobie – ponad 6 lat cotygodniowego przyznawania się do tych samych grzechów, cotygodniowe zobowiązanie do poprawy, małe zwycięstwa i duże klęski. Może dlatego tak często Ci powtarzam, że zwycięstwa cząstkowe nie świadczą
o zwycięstwie całościowym. Podobnie ma się rzecz
z porażkami. Ten człowiek stał się dla mnie kimś więcej niż przyjacielem, więcej nawet niż Ojcem, w nim dostrzegałem Boga i byłem przekonany, że nikt jak on, nie potrafi mnie zrozumieć. Każdej środy wypatrywałem pod seminarium jego auta, potem czekałem na swoją kolejkę, a zaraz potem dziękowałem w kaplicy za jego serce i miłość. Ta miłość płynęła z serca Jezusa, którego On był sługą, a którego ja miałem się stać. Wiesz, był on kimś takim jak Twój Tato dla mnie w tę pechową noc, kiedy wysiadł mi alternator i wlokłem się z prędkością 30 km / h, ciągniony na lince przyczepionej do Hyundaja. To on mnie ciągnął, on wierzył we mnie i on dodawał mi nadziei, że uda mi się dojść do celu. Przez owe lata pokochałem konfesjonał, ponieważ tam doświadczyłem prawdziwej miłości zarówno Boga jak i człowieka. Ten człowiek zawsze miał dla mnie czas.
Czy wierzysz w miłość? , głupie pytanie. Jeśli wierzysz w miłość to i wierzysz w jej synonimy, a jednym z nich jest przebaczenie. Pamiętaj, że Bóg nie chce śmierci grzesznika lecz , aby szczerze się nawrócił i miał życie. Bóg nie chce, abyś cierpiał i był zagubiony, chce abyś był człowiekiem wolnym i umiał iść Jego śladami. Życzę Ci, abyś je dostrzegał i życzę Ci, aby konfesjonał stał ci się bliski, byś zawsze doświadczył jego przemieniającej siły, która daje nadzieję i umacnia miłość.
ŻYCIE – JEGO PRAWDZIWY CEL
Idę przez życie jak przez tunel jaskini. Przede mną bliżej nieokreślona ciemność, jej głębia przesłania mi obraz realnej rzeczywistości. Trzymam się kurczowo ściany, aby jednym fatalnym ruchem nie przekreślić mojej egzystencji i nie runąć w dół przepaści, która jest pode mną. Małymi kroczkami stąpam po jakże kruchym podłożu, powoli ale do celu. Tym celem jest moje życie – jego barwy, kontrasty cieni, jego zachwyty, olśnienia, oczarowania, pragnienia, tęsknoty, marzenia, ideały, zwycięstwa i przegrane, radości i cierpienia. W takiej ciemności łatwo jest pobłądzić, łatwo jest wybrać niewłaściwą ścieżkę, której kresem może być fiasko. Dlatego muszę niezłomnie ufać Przewodnikowi, który mnie prowadzi. Musze też poddać się intuicji opartej na własnej wrażliwości, którą wszczepiono w moje serce niezależnie od woli, abym rozpoznawał drogowskazy.
A zatem życie jest celem, a jeśli tak to chcę je budować jedynie na miłości – najdoskonalszej cnocie bliskiej każdemu człowiekowi. Jakże chciałbym dotrzeć do celu mojej drogi nauczywszy się kochać prawdziwie.
Być dobrym człowiekiem, jakże chciałbym nauczyć się tej dyspozycji, by dla tych, których Bóg postawił na mojej drodze, umieć dać to czego najbardziej oczekują. Człowiek potrafi dawać wówczas, kiedy ma dobrze ukształtowane serce i jednocześnie kiedy serce to nieustannie ożywia miłością. W tym cała sztuka, by cieszyć się szczęściem innych, widzieć uśmiech na ich twarzach i radość w oczach, by umieć dać to, co piękne i najwartościowsze, nie oczekując niczego w zamian. Wiem, że tego właśnie będę uczył się nieustannie, pokonując tym samym własny egoizm.
UCZYĆ SIĘ ODKRYWAĆ PIĘKNO CHWILI
Spotkałem na swojej drodze życia ludzi, którym uśmiech już dawno znikł na twarzy. Nie potrafili cieszyć się ani pierwszym promykiem wiosennego słońca, ani żarem lejącym się z nieba w letnie przedpołudnie. Nie dostrzegali pierwszych zielonych listków na kwiatach swoich ogrodów ani bujnego kwiatostanu łąk. Nie inspirował ich śpiew skowronka ani bocianie gniazda ani cała muzyka świata przyrody. Widząc ich zdawało się, jakby czas zatrzymał się dla nich, jakby spełnili już swoja własną legendę, jakby przeszli już bogactwo szlaków na swojej pielgrzymce, a wszystko dlatego, że zapomnieli, że ostateczne słowo dotyczące kształtu życia należy zawsze do tych, którzy pragną żyć prawdziwie i dlatego też że horyzonty swoich serc zamknęli na nowe doświadczenia.
Starałem się im powiedzieć, że nie trzeba wcale żyć przeszłością, rozpamiętywać to co się stało lub co stać się mogło, zawieszać na niewidzialnym wieszaku teraźniejszość piękno dynamizmu codzienności, by siłą magnesu zdarzeń i chwil, których ślady pamiętają emocje ściągać się w dół przepaści. Czas uczy nas przecież, że nie warto, że to nie prowadzi ani do radości ani do szczęścia a już na pewno nie jest gwarantem dobrze przeżywanego życia. Mówi się co prawda, że historia jest nauczycielką życia, ale przecież historię tworzy się nieustannie i dopóki bije serce, dopóty można zmienić bieg życia warto stawiać sobie wciąż nowe zadania, wytyczać horyzonty i szukać dla siebie pogodnych portów.
Czas jest wymiernikiem życia, a ono z natury swojej jest twórcze, wciąż stajemy się i wciąż przekraczamy granice, gubimy się i odnajdujemy, tracimy coś a zarazem zyskujemy, oddalamy się i jednocześnie przybliżamy. Wszystkie wymiary przeżywania tego co przynosi życie kształtują nas na różnorodny sposób. W jednych przypadkach doskonalą osobowość, nadają jej szlif i eksponują piękno, w innych natomiast przysparzają zmarszczek, coraz mocniej zdają się przygiąć ku ziemi swoim ciężarem, oszpecają i w gruncie rzeczy zabierają radość. Dlatego tak ważnym jest dbać o serce, nie zaśmiecać go zbędnym balastem, nie przytłaczać marazmem i niepogodą. Ono jest przecież jak dziecko leżące w kołysce, bezbronne i wrażliwe, kruche i delikatne. Trzeba się o nie troszczyć, doglądać go a przede wszystkim zapewnić mu bezpieczeństwo. Dla siebie samego, dla własnego serca trzeba być jak opiekuńcza i zdolna do poświęceń matka.
Nie wiem jak odczytali moje wskazówki, czy chcieli z nich skorzystać, czy wyciągnęli jakieś pozytywne wnioski. Wiem natomiast, że sam próbuje tak właśnie żyć i każdego dnia na nowo odkrywam jak wspaniałym cudem jest życie. Dziękuję Bogu za ten dar i za wszystkie natchnienia jakie daje mi On nieustannie, bo w Nim przecież jest życie „w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Mieć Boga w swoim sercu, to chcieć uczynić swoje życie szczęśliwym, On tego pragnie i każdego dnia nieprzerwanie uczy jak owym darem dzielić się z innymi.
PORT WRAŻLIWYCH DUSZ
Jestem przystanią
dla strudzonych łodzi
wiele bezpiecznych cumów mam
i grodzi.
Przed szumem wiatru,
sztormem i gromami,
możesz bezpiecznie
sypiać pod żaglami.
Cieszę się szczęściem tych,
co tu zdążają,
co liny w porcie
od serca rzucają,
by móc za chwile powrócić
w nurt życia…..
Jak ja to robię – oto tajemnica.
Dziwny to port
i przystań w samej rzeczy
nikt kto go poznał
temu nie zaprzeczy
każdy
kto wpłynął tu z wód mętnych,
spienionych,
z odmętów, wirów, nawałnic szalonych,
każdy kto raczył zarzucić kotwicę,
pokochał portu dziwną okolicę.
Współrzędnych jego miejsca
nie znajdziesz na mapie
i latarnie morskie tutaj nie prowadzą,
nawet mądre księgi,
żeglarskie dzienniki,
przeróżnej nawigacji współczesne techniki
nie odnajdą,
nie potwierdzą jego przebywania,
tylko dla nielicznych
kształty swe odsłania
jak przemieszczająca się bogactwa
cudnych ryb mgławica,
jak dla warg spragnionych wody
najczystsza krynica.
Niezależnie czy jachtem,
czy kutrem rybackim,
czy zwyczajnym z desek zbitym
stateczkiem prostackim,
niezależnie od tonażu,
od bogactwa sieci
wpłynąć możesz
przez bramy z morza bezkresnego,
aby doznać na swej łodzi spokoju wiecznego,
znaleźć ukojenie….
Taki port dla wielu statków
to tylko marzenie
a mierzy się go jedynie serca wrażliwością,
serca które żyć dla innych
pragnie bić miłością.
Lecz czym jest miłość,
której tak szukamy,
czy wszystkie jej wymiary dostatecznie znamy,
czy portem jej bezpiecznym
mieć w drugim oparcie
i całe młode życie
Tej zawierzyć karcie?
Lecz port miał i takie chwile,
z tego przecież słynie,
że przypływały tu kutry rozbite,
poszarpane wiatrem miłości,
wiatrem egoizmu
i ludzkiej podłości.
Podtopione ładownie,
maszty połamane,
dzioby, rufy, sterburty łez falami zlane…..
Żeglugi wraki,
zwykle nie wracali do swojej Itaki.
Ale ty trwaj w dobrym,
unoś się na fali,
wszak dopiero niedawno myśmy się poznali,
w porcie, który dla ciebie otworzył podwoje
niech ci zawsze towarzyszą cudowne nastroje.
Niech nie znika z twojej buzi
ten uśmiech pogodny,
niech optymizm twego serca
stanie się klarowny,
niech się wszystko co zranione
tu naprawi,
wzmocni
i niech przekonanie w dobrych ludzi
na nowo się umocni.
(2006)
Czuwając
Musisz uwierzyć
że jesteś wybrany
jeszcze nie święty
i nie doskonały
ale ukochane Dziecko Boże
niech Cię Anioł Stróż
ku świętości wspomoże
w sumieniu
dziś szepcze do Ciebie
poznasz Jego imię
gdy spotkasz go w niebie
a teraz trwaj w czuwaniu
tak jak ci co już odeszli
trwają w zmartwychwstaniu
(2008)





