W kościele, w którym fruwają gołębie Niedokończone dialogi z Najświętszą Panną Maryją
Anno Domini 2023
Tytułem wstępu
Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi
i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (por. Mt 6,6)
Tych kilkadziesiąt tekstów, którymi dzielę się z Wami to zapisane rozmowy
z Matką Najświętszą, a zarazem moje osobiste modlitwy.
W nad wyraz subtelny sposób Pan Bóg objawia się w naszym życiu. Jeśli szukamy Jego natchnień jesteśmy niczym łania, która pragnie wody ze strumienia. (por. Ps 42) Ten strumień z czasem staje się rzecznym prądem,
by w konsekwencji stać się oceaniczną falą.
Kropla drąży skałę…. Pan Bóg, gdy Go przyjmiemy do serca na poważnie,
a nie od wielkiego święta ukazuje i objawia nam tajemnice zakryte przed światem i taką tajemnicą jest Niepokalanie Poczęta Najświętsza Maryja Panna. Tajemnica ukryta od wieków.
Klęcząc codziennie przed Jej wizerunkiem Pan Bóg przemawia we mnie słowami: gdybyś wiedział przed kim naprawdę klęczysz….
Niby niedokończone natchnienie, a daje tyle do myślenia..
Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie (J 4, 21-24). Błogosławione łono, które światu dało Zbawiciela, którym jest Jezus Chrystus. Błogosławiona jest Panna Czysta, Matka Chrysta. Moja i Twoja mamusia, najukochańsza z matek
Tomik ten jej dedykuję…
Źródło jest w Tobie
Przenikasz mnie na wskroś
Światłości
a jednak przed światem ukryta
Rozpoznawalna zarazem
w każdym zakątku świata
zjawiskowa zawsze
nigdy zaś niepospolita
Źródło jest w Tobie
Ja mały ściberek
jego prądy odnajduję
w skromnej mej osobie
To źródło tryska
ku Miłości
a jego celem
jest osiągnąć
pełnie życia
na antypodach wieczności
Tożsamość
Kim jesteś Panno
obleczona w Słońce
u stóp której
księżyca ciemna strona
i to co on sobą reprezentuje
ot w życiu
nic nieznaczące
a jednak
na duszy
odciski bolące
konsekwencje grzechu
Pytam się Ciebie o moją tożsamość
w Tobie
i na odpowiedź
z Twojej strony
czekam
bez pośpiechu
Niedościgniony wzorze
im głębiej
przed Tobą
w modlitwie
dłonie zaplatam w pokorze
tym bardziej dostrzegam
jak wiele mi jeszcze brakuje
w dążeniu do doskonałości
Nie dobrze z tym w sumie się czuję
Wyciągam więc nieustannie
pnącza mej natury
by poczuć dnia każdego
jak i każdej nocy
powiew Twej wyższej
Matczynej kultury
Kecharitomene
Oj tak
to prawda
jesteś zjawiskowa
dostojna
powabna
pełna splendoru
wdzięku i szyku
Wobec myśli
o Tobie
gubią się słowa poety
w tym prostym
szczerym liryku
Masz serce czyste
i myśli czyste
bujny kwiatostan
to oczywiste
tego co piękne w człowieku
Jesteś Maryjo
pełna czułości
wszak wolna jesteś
od grzechu
Gdzie jesteś
Gdy nie ma
Maryjo
Ciebie przy mnie
gdy płaszcz Twój
mnie nie okala
kąsają mnie demony
i złe duchy
i wiara się zdaje
być niestała
Gdy Twoje myśli matczyne
dalekie są od mojej duszy
rodzi się rozdźwięk
w mym sercu
i w bagnie się taplam po uszy
Nieszczęsny ja człowiek
iluzjom poddany
czekam na ich wiarygodność
a one prąd maja niestały
Jedynie w Tobie znajduję
pożądaną kumulację
tego kim jestem
i co posiadam
czy przyznasz mi Maryjo rację
Tam gdzie syn tam i Matka
Kocham Cię Maryjo
choć nie zasługuję
byś tak samo mnie kochała
w tej kwestii
sam sobie współczuję
Nie jestem jak Ty
ośnieżony bielą
nie jestem też
towarzyszem via dolorosa
choć poddawszy się
podobnym Tobie cierpieniom
umiem jednak jakoś
wyjść z odmętu
Powiesz pewnie
że to macierzyństwo
i synostwo zarazem
dalekie od obłędu
a może jest inaczej zgoła
Wszak gdzie Matka
tam i syn kochany
i suta dla innych gospoda
Makatka z Maryją
Ufam Ci Maryjo
gdy kornie składam dłonie
gdy się wpatruję
w Twoje oblicze
uwidocznione na ikonie
Okala mnie
ogarnia mnie
matczyny płaszcz Twej miłości
Jest moim wsparciem
i moją nadzieją
gdy zmagam się
w teraźniejszości
z tym wszystkim
co kształtować pragnie
duszę mą jak i ciało
Twe drugie imię Maryjo
to Niepokalane Poczęcie
Wspieraj mnie wiec zawsze
Mamo…
Niepokalanie poczęta
Niepokalanie poczęta
z ciałem i duszą
do nieba wzięta
Czysta Dziewico
zrodzona
by zrodzić
świata Zbawiciela
Maryjo
Chrystusowa Matko
Wsłuchuję się
w Twoje natchnienia
Miecz boleści
Przeniknął Twoją duszę
Maryjo
miecz boleści
gdy w agonii lancet żołnierza
przebił Jezusowe serce
Horyzontalnie rozpostarte
Chrystusowe ręce
nie mogły już błogosławić
ale miłosierne zdroje krwi
i wody
które wytrysnęły z tegoż serca
gwarantem
że Bóg nie potępia
lecz pragnie człowieka zbawić
Crucem tuam
adoramus te Domine
dicit anima mea
Jesteś Maryjo
wzorcem w cierpieniu
poręką naszego zbawienia
Nad brzegiem kielicha
Brakuje mi Twej miłości
Mamo
Ojca miłość jest inna
a Twoja jest wytworną damą
unoszącą się nad brzegiem kielicha
Trudno jest innym odnaleźć
sens tego zdania
Ot co
tajemna to semantyka
a zatem bogactwo języka
i słowa świadomość
Gdy jesteś przy Mnie
Maryjo
Matko mojego Boga
na nowo przeżywam młodość
co więcej
wracam do wczesnego dzieciństwa
w którym są blizny
po ojcu ziemskim
lecz Matka
to moja ojczyzna
Ufny niczym niemowlę
Mamuś
dzisiaj dzień dziecka
Gdy myślę o sobie
przez pryzmat dorosłości
w serduszku aż rodzi się łezka
Dorosły i dojrzały
a dziecko zarazem
które klęczy
po pierwszej komunii
przed świętym Pańskim ołtarzem
Rozkochany wtedy w ideałach
a dzisiaj nie do końca wierny
w pierwotnych zasadach
i w postawach
nie do końca konsekwentny
Niby ufny jak niemowlę
zarazem niewierny
Inteligentny i elokwentny
Dosyć tych laudacji
Przenikasz mnie na wskroś
Matko Najświętsza
masz dla mnie w miłości
kwiatostan kreacji
Duchowość Maryjna
Maryjność
Cóż to znaczyć może
dla zwykłego katolika
co dłonie do pacierza
co dnia zaplata w pokorze
Duchowość Maryjna
cóż pod tym się kryje
Bynajmniej
nie jest to krótkotrwałe
wzruszenie serca
co niemiarowo bije
i nagle ku Matce
wyciąga dziecięce dłonie
myśląc
że bezpiecznie spocznie
na jej opuszkach
niczym szturmowy żołnierzyk
na miękkim spadochronie
Maryjność
to wybór świadomy
w myśli pewności
że wokół nas są demony
które dniem i nocą
pragną zawłaszczyć serce
Niczym syn marnotrawny
zanurzam się
w Twoje Maryjo ręce
i pragnę spisywać z Tobą
moje rozmowy
Nieodgadniony jest Bóg
nieodgadniony jest świat
w wartościach
wydaje się być zagubiony
Płaszcz Twej miłości
Gdy Mamuś
na świat mam nerwy
gdy kończą się we mnie
pokory sentymenty
i odbiera mi
napięcie bodźców
werwę do działania
w imię Ojca
Syna
Ducha
Gdy nie jest
z mą wrażliwością duszy
tożsama psychomotoryka
Otul mnie proszę
Matczynymi ramionami
W nich
błoga jest melodyka
Powroty do tożsamości
Chwyć dłoń moją
Mamo
Niech będzie
jak w dzieciństwie
gdy serce przy Tobie
niczego się nie bało
Poprowadź mnie
wzdłuż linii wybrzeża
Tudzież zaprowadź bezpośrednio
do Ojcowizny krzyża
Ten krzyż
choć wydaje się być ciężarem
tak naprawdę
Mamuś
jest dla mnie życiodajnym darem
Jest tarczą i obroną
wobec zjawisk świata
Ten krzyż
pozwala mi odnaleźć
w każdym człowieku
siostrę mą jak i brata
Prosty niby znak
w którym od dzieciństwa
jestem zakochany
i wobec Niego
wszystko u mnie
na Tak
i ponad Nim
nic nie istnieje
Jest poniekąd talizmanem
co rodzi nadzieję
Osierdzie
Najpiękniejsza z najpiękniejszych
z wiernych Najwierniejsza
Matko Boga i człowieka
Niepokalana w sercu osierdzia
Subtelna
miłosierna
choć nie łatwowierna
Panno nad panami
Pragnę Tobie zawierzyć
całe moje życie
miotane burzami
Sprzeczności we mnie bez liku
w słabości skali brakuje w czytniku
Dławię się w sobie i duszę
gdy zamiast Twych
matczynych wytycznych
obieram kurs na pokusę
by po chwili żałować
że nie dałem rady
Niby taki silny
taki mądry
taki pewny siebie
a jednak niestały
Przepraszam
żałuję
zacząć chcę od nowa
a zarazem mam świadomość
jak pusta jest moja mowa
Przed Tobą
ja
istnienia nikły wątek
Ty zaś Korona stworzenia
ład w Tobie i porządek
Z pokorą zaplatam dłonie
do rannych pacierzy
by się odnaleźć Mario
w Twych ramionach
w Twojej miłości macierzy
Kobiecość
Jesteś tak piękna
Mario
że wstyd mi
podnieść powieki
by ujrzeć Ciebie całościowo
i chwalić Twój obraz
na wieki
Przepraszam
za skojarzenia
za senne poniekąd urojenia
gdy kobiecość w Tobie widzę
a przecież nie jestem
jakimś światłowidzem
by dostrzec
że kobiecość
to też
i Mama
Przytul mnie proszę
do Twych matczynych ramion
Wejdźmy w tych natchnień arkana
Rozstajne drogi
Chroń mnie Maryjo
od serca natchnień zmiennych
co prowadzą poniekąd
do czynów sprzecznych
z wolą Ojca
a zatem
do grzechów śmiertelnych
Chroń mnie Maryjo
ode mnie samego
gdy wkraczam
na rozstajne drogi
uznając
że nic złego
mi w sumie nie grozi
gdy dryfuję
na bezkresu oceanie
w dziurawej
i lichej łodzi
Gdy się miotam
między prawdą
a półprawdami
Gdy w wątpliwość poddaję relacje
Maryjo
co są pomiędzy nami
Niechaj niepokój serca
mi nie zagraża
Niechaj się trzymam
nawet kurczowo
Chrystusowego ołtarza
Niechaj trwam z nim w komunii
tudzież w zażyłości
tak bym zawsze żył dla innych
w miłości stabilności
Kruchość istnienia
Ogrodem za oknem
silny wiatr miota
Skrywam się
przed jego burzanami
ja
krucha istota
Zamknięcie okien
na wszystkie spusty
niewiele w sumie zmienia
wszak wicher
i wichrów nawałnica
wytwarza krąg światłocienia
Nie lękam się jego praw
gdy jesteś Mario
przy mnie
gdy jesteś
na wyciągnięcie dłoni
gdy mnie przenikasz intymnie
gdy dajesz natchnienie
nie tylko dla pióra
gdy mnie powala
na kolana
Twoja
matczyna kultura
Dziecięce dłonie
Adoruję Ciebie
w napisanej ikonie
gdy zaplatasz
matczyne Twe ręce
Maryjo
w Chrystusa
dziecięce dłonie
Jesteś wszak
Matką Kościoła
odsłon twych
nie zliczą artyści
poetom zaś
nie wystarczy słowa
by wyrazić to
co Ciebie
z Jezusem łączy
ten wielobarwny pióropusz
powiązań i zależności
Ów imperatyw nieustający
Zaślepienie
Każdy chce godnie żyć
mieć własny
nawet ciasny kąt
dla kogoś
kimś ważnym być
Każdy chce mieć
uznanie
szacunek
i poważanie
taka wszak ludzka natura
Niektórzy zaś chcą ciut więcej
Maryjo
i obrastają w pióra
Ślepi i głusi
na głosy krytyki
obcy na dialogi
i na polemiki
Zaślepieni w narcyzmie
Poplątani w egoizmie
a zatem trudni w odbiorze
Od takich wzorców
przez świat lansowanych
uchowaj mnie
Panie Boże
Uchowaj mnie także
Matko Najświętsza.
Chcę być prorokiem Twoich natchnień
Miłość do stworzeń
niechaj serce moje napędza
Tęsknoty
Każdy tęskni za miłością
za innego serca zażyłością
za lojalności
i uczciwości prawami
Ja mam Ciebie
Maryjo
kieruję się
Twoich prawd podstawami
a pierwszą z nich
jest pokora
Czuję na sobie dotknięcie
wysłanego do mnie
od Ciebie
Boskiego anioła
co rodzi w mym sercu
wspomnianą pokorę
Miłości pragnę
nie krwawej ofiary
Bóg w Biblii
przemówić zapragnął
Bóg Mario Cię wybrał
na żonę
Priorytety wrażliwości
Nie chcę Mamuś
niestałości
nie chcę emocji sprzecznych
w priorytetach tożsamości
nie chcę drżeć
jak liść na wietrze
lecz zachłannie w płuca
przyjmować świeże powietrze
Ty jesteś moim tlenem
dyskretnym
łagodnym
i przefiltrowanym
wrażliwym natchnieniem
Oazą na pustkowiu
gdzie tryska źródlana woda
Od wschodu
do zachodu słońca
Tyś dla mnie
święta osoba
Nie będąc osamotnionym
Nawet gdy jestem sam
nie jestem osamotniony
Pociesza mnie
Twój Mamo wizerunek
zdobiący święte ikony
Pociechą dla mnie
Twa aura
co w duszy się rozpościera
świadomość Twego synostwa
z dniem każdym
we mnie dojrzewa
Czyste błękity
Przez prąd burzowy
przebija się miejscami
błękit lazurowy
Firmament z chmur się rozwarstwia
gdy słońca rozgrzana tarcza
dotyka utkany z mgieł proporzec
Słońce
to archetyp Chrystusa
a Chrystus
to miłości wzorzec
Tyś Mario
jest Matką światłości
dla Alfy i Omegi
co w Bogu się kryją
wśród świata przemijalności
Ty jesteś czystym błękitem
Palety barw zarazem
najpiękniejszym kolorytem
Pragnienie pewności
Chciałbym powiedzieć
że się zmieniłem
że jestem inny
niż wcześniej byłem
Chciałbym doświadczyć
przeistoczenia
by to
co za mną
było bez znaczenia
a to co nowe
by mnie kształtowało
Chciałbym Ci szeptać nieustannie
że kocham Cię
Mamo
i słyszeć zarazem
Twoje zapewnienie
że bliskość Twa mnie otula
i rodzi nadzieję
W śladzie Boga Ojca
Nie jestem królem
choć synem Królowej jestem
Jest we mnie
ślad Boga Ojca
wypełnia mą czasoprzestrzeń
Prosty lecz nie prostacki
jest odbiór mej osoby
Poniekąd
nie mam nikogo
w tym życiu
a jednak w relacjach osoby
mam wielość odniesień
do osób dalekich
i bliskich zarazem
Mam czułe serce dla ludzi
Ołtarz jest ich wspólnym pejzażem
Stabat Mater dolorosa
Nie tylko w ziemskim życiu
byłaś boleściwa.
Jesteś i w niebie
pełna bólu
gdy ludziom się przypatrywasz
co w sercach
nie mają miłości
gdy są wyzuci z przyzwoitości
gdy ranią innych w egoizmie
gdy ich dusze
pławią się w narcyzmie
Miecz przenika
Twe serce
gdy widzisz zdrady
gdy ludzie nie mają
moralnego kręgosłupa
i łamią wszelkie zasady
gdy odwracają wzrok
od Pana Boga
gdy nie mają opamiętania
nawet gdy przychodzi trwoga
i mimo wszystko
brną w ciężkie grzechy
Gdy szydercze
ich spojrzenia
postawy
uśmiechy
Synowski uśmiech
Otwieram na oścież drzwi serca
dla Ciebie
tak byś była przy mnie
w codzienności
jak i później w niebie
Uśmiecham się
do Ciebie
jak syn
do Mamusi
byś chroniła mnie
ode mnie samego
gdy przyjdą pokusy
ale nadto
uśmiecham się
ponieważ kocham
miłość zaś usuwa lęki
Od Ciebie Maryjo
miłości się uczę
poznaję jej smaki
i wdzięki
Spacer po niebie
Przechadzam się
po chmurkach na błękicie
Otula mnie
Słońce Wschodzące
i lazur morza
w swoim kolorycie
Ty jesteś Mario
Gwiazdą Morza
zarazem jesteś kruszywem
co ściele się aksamitem
między moim bytem
a Boskim
serca zachwytem
Jesteś oazą pokoju
chłodnym w upalne dni
wiatrem
lub delikatnym wietrzykiem
co muska błogo
po ciele
Przechadzam się
po chmur aksamicie
W Tobie
narracji tej
jest dopełnienie
Jak dziecka płacz
Wyciszasz mnie
jak Mama
co płacz dziecka wycisza
Jestem przy Tobie naturalny
Hałas jest wokół mnie
a z Tobą
głęboka cisza
Biorytmy serc się przenikają
Smutki i smuteczki
przemijają
Jest błogo
tulić się
nie do byle kogo
Agnus Dei
Biały Baranku
na nieba kolorycie utkany
lub jak w Hostii ołtarza
z macierzy rzeczy poczęty
lecz w świecie nierozpoznany
Dziękuję Ci
za poranek
za trawy pełne rosy
za wiatr i wietrzyk zarazem
co wtula się w zbóż łany
kształtując dojrzałe już kłosy
Jesteś Baranku
mym bratem
wszak mamy
jedną Mamusię
Nic nadto w tej kwestii
nie trzeba dopowiadać
serce wszak nie liczy
i liczyć nie powinno
wypadkowej wzruszeń
Wobec najbliższych sercu
Niewinność jest w Tobie
piękno i pokora
Nie starzejesz się nigdy
mimo lat upływu
tak jak człowiek się starzeje
Przez pryzmat anioła
patrząc na Ciebie
nic człowiek nie traci
Jesteś zjawiskowa
wobec świata przyrody
Tym bardziej
wobec sióstr naszych
jak i naszych braci
Serca biorytmy
Wiem
że znasz
mego serca biorytmy
Jesteś
niby na wyciągnięcie dłoni
a zarazem
nawet dla wytrawnego snajpera
cel nieuchwytny
choć ten
stara się być doskonały
jak Ty
Potrafisz oddzielić
emocjonalność
od krótkotrwałego wzruszenia
nawet gdy na policzkach łzy
Przebogata
świata duszo
Za Tobą nostalgia
struny wrażliwe porusza
Wyjść ku światłu
Chcę z matni wyjść
Maryjo
lecz świat mnie
w pętli trzyma
diabeł się naigrywa
ze mnie
gdy zasad się twardych
nie trzymam
Tłamsi mnie swymi skrzydłami
gdy zwracam się pacierzami
do Ciebie
Panno czysta
Wszak obca mu
miłości ojcowizna
Inaczej jest w Bogu
Czasem w ziemskiej rodzinie
trwanie jest nieznośne
gdy jedno dziecko
wobec drugiego
jest faworyzowane
a drugie żałośnie
traktowane
Dla tego drugiego dziecka
niewiele pozostaje
Inaczej jest
w Bogu
co stoi
u progu
mojego
i Twojego serca
Jego obecność
to tęsknot kwintesencja
On sam
na imię ma Miłość
Jedynie On wie
jak definiować szczęście
przez serca
subtelną wrażliwość
Nowe nadzieje
Z pewnością
nie komercja mnie napędza
by się przed światem
wobec Ciebie
Mario
uzewnętrzniać
Napędza mnie
Boże Natchnienie
i miłość
wobec tego natchnienia
co nowe rodzi nadzieje
Wstyd pokornego człowieka
Wstydzę się podnieść wzrok
by spojrzeć
w Twych oczu głębię
Ty jesteś
Niepokalana
a ja ciężarem grzechu
raniony śmiertelnie
Drabina
Stań Mario
z Aniołami na drabinie
gdy będę się wspinał
jej szczebelkami
ku górnej życia krainie
Podaj mi dłoń
na szczeblu ostatnim
wyczuję wówczas
biorytmów rezonans
ów imperatyw bratni
pochodzący
nie od nas samych
ale od Pana Boga
co nas otula
i okala zarazem
nie tylko
gdy przychodzi trwoga
Kąśliwe pokusy
Jak mogą
jak potrafią
kąsają mnie demony
ich Maryjo szpony
to poniekąd
krajobraz nieokreślony
Uderzają znienacka
z czterech stron świata
chcąc zepsuć relację
z kimś
w kim widzę
mą siostrę
ukochaną przez Ciebie
w pierwszej kolejności
jak i mojego brata
Demony
to Szatana Anioły
Pozbawione lojalności
wobec Miłości
afiszują świat próżności
uznając
że doczesna przyjemność
to raj dla człowieka
Choćby na demony
wylać kubeł zimnej wody
i tak będą stać przy swoim
W Tobie Maryjo
mam przed nimi ochronę
Uparcie trwać będę
przy swoim
wobec Ciebie
trwając w zachwycie
Demony pójdą
z czasem
w zapomnienie
Mateńko
W Tobie zaś trwa
nieustanne
Życie
Bajkowy Królewicz
Królewiczu Bajkowy
mieszkający we mnie
Tak wiele ran
tak wiele niedoskonałości
ogranicza mnie
i niczym bat
uderza
w życiu śmiertelnie
a przecież
mam zostawiać
po sobie
ślady
Twoich stóp
Proszę Cię zatem
Panie Boże
Każdego dnia i każdej nocy
Subtelnie do mnie mów
Dzień narodzin Niepokalanej
(śmierć Elżbiety II)
Królowa dziś Mario zmarła
w dniu Twoich świętych narodzin
Umarł król
niech żyje król
wszak królom się zawsze powodzi
Tyś urodziła się
dla króla
a zatem jesteś Królową
Chciałbym
choć jednym malutkim promyczkiem
być Króla odbiciem
co z Twoją Maryjo koroną
tworzy nici porozumienia
Ja jestem
Ty jesteś
i Król jest ponad nami
Co nadto Maryjo
jest w sumie
bez znaczenia
Smak prawdziwego życia
Im więcej Ciebie
przy mnie
im więcej Ciebie
dla mnie
tym bardziej jestem zachłanny
na Ciebie
formalnie i nieformalnie
Im bardziej Ciebie poznaję
skrytości Twe tajemnice
tym bardziej świadomie wyznaję
że w Tobie
odkrywam
i odnajduję zarazem
jaki smak ma
prawdziwe życie
Kocham się w Tobie
Nie skąpisz mi łask
choć wcale o nie
nie proszę
Przenikasz mnie na wskroś
wszak wiesz
co w sercu noszę
Nie schodzę u Ciebie
na drugi plan
Ty także
masz miejsce pierwsze
Przy Tobie
wiem
że życie
jak piękny sen
przeminie
Powiem to krótko
i tylko raz
że kocham się
w tej dziewczynie
jaką jesteś Ty
Mario
Niepokalanie czysta
W Tobie
przez Ciebie
dla innych
i dla mnie
jest niebo
Sprawa ta
wydaje się być
oczywista
W dziurawym bucie
Idę przez świat
w dziurawym bucie
niby jest ze skóry
niby ma podbicie
Krok za krokiem
Dzień za dniem
wszak życie to realizm
a nie błogi sen
Niby dziurawy but
a jednak fason trzyma
Niestraszna mi słoneczna pogoda
jak i niepogoda
gdy sercem wartości się trzymam
Niestraszne mi też ulewy
jak i gradobicie
gdy Pan Jezus
i Matka Najświętsza są przy mnie
mój but ma w nich owe podbicie
Gdy zaś uciekam na manowce
but mój
tam i tu mnie uwiera
i wtedy prawdziwie jest dziurawy
zniekształca wszak pole widzenia
O wczesnym poranku
Spotkam się z Tobą
przed wschodem słońca
Będziesz promienna
pięknem się mieniąca
Dobroci Twej
ogród bogaty
niczym łąka
w kwiatostanie
Jestem pewien
że przy Tobie
Maryjo
nic złego mi się nie stanie
Jak wątła iskierka
To nie jest
wina Twoja
lecz słaba
moja wola
gdy się na chwilę zapalam
i gasnę po chwili
że w ocenach ludzi
i zjawisk świata
mój błędnik
często się gubi
To moja wina przyznaję
że znając manier
dobre obyczaje
zrywam czasami
z nimi relacje
by po chwili przyznać
że zbłądziłem
że się sprzeciwiłem
prawu Bożemu
którego konotacje
odczytuję
w sercu nieustannie
Zamyślam się
nad samym sobą
Maryjo
Zamyślam się nieustannie
Ku nawróceniu
Któż
jak nie Ty
inspirujesz mnie
do działania
w wieloetapowym procesie
mego serca naprawiania
Któż jak nie Ty
której krokodyle łzy
nie raz spływały
po policzkach
podczas gdy ja
stąpałem
i stąpam nadal
nad brzegiem
stromego urwiska
Mario czysta
Panno święta
Kojarzysz mi się
co dnia
jako Matka uśmiechnięta
co wita od progu
Za Twoją obecność
w moim ludzkim życiu
dziękuję Panu Bogu
Komórka od Ojca
Dzwoniłem do mojej mamy
Już spokojnie śpi
a z Tobą Mario
jestem na wyłączność
i to
wcale mi się nie śni
Mam numer ukryty
na Twoją komórkę
Ojciec mi go podarował
gdy miałem pod górkę
Ach
ten Ojciec
i Syn Boży
wiecznie zaskakują
Poniekąd wiem
Maryjo
że siebie
wzajemnie afirmują
wraz ze Świętym Duchem
ich spoiwem
i treścią głęboką
Dokładnie taką samą
gdy spoglądasz Maryjo
w moje ludzkie oko
a oko
czy też oczy
to duszy zwierciadła
Niespodziewanie
na parapecie mych ramion
usiadła mądra sowa
i pyta czy słowa
które teraz piszę
to tylko
takie tam
tylko słowa
Odpowiedział jej chłopiec
który jest we mnie od urodzenia
że są prawdy
których
nikt nie złamie
dotyczą wszak
przebóstwienia
Za uszami wiele
Wiem
że wiesz Maryjo
jak wiele
mam za uszami
Nie jestem idealny
ani święty
tym bardziej
a jednak
miłość
jest
pomiędzy nami
Przemawiasz
do mnie
ukrytym słowem
Niby przypadkiem
niby mimochodem
a jednak przypadków
w chrześcijaństwie
nie ma
Wszystko
co nas dotyczy
Maryjo
nie podlega
procesom przedawnienia
Zamysł modlitewny
Każda sobota
tak jak każda środa
manifestuje
Twoją obecność
Maryjo
nie tylko
w poetyckich słowach
ale przede wszystkim
w odsłonach życia
co nieustannie zaskakuje
Moje serce
Maryjo
w natchnieniach
Twych
nieustannie się afirmuje
Jesteś realna
w duszy
choć nierealna
w świecie
tym który mnie otacza
kiedy przyglądam się
innej kobiecie
a Ciebie w niej
nie odnajduję zarazem
Przybiegam wtedy
pod ołtarz Ojca
i kolejny zamysł czynię
nad Matki pokornej
obrazem
Mógłbym wiele
Mógłbym mieć
różne dziewczyny
a pragnę tylko Ciebie
W pragnieniu zaś
jest to najpiękniejsze
że pragnę też dobra
dla Ciebie
Dobrem dla Ciebie
jest zaś moje szczęście
jaśniejące dnia każdego
w tym
czym żyje serce
Przeprosiny
Przepraszam
Ciebie
Maryjo
za to
co nocą planuję
a zapominam
tuż nazajutrz
Niedobrze się z tym czuję
Wiesz
gdy piszę ten wiersz
mam mętlik myśli
w głowie
Jawisz mi się
Maryjo zjawiskowo
Każdego dnia
w innej osobie
Wydawać się może
Wydawać się może
że można
nie mieć nic
Poniekąd
to Madejowe łoże
Niby mam wszystko
a jednak
na wyłączność
przy mnie
nie stanie nikt
gdy będę w potrzebie
Jedynie
w Tobie Maryjo
smakuję Boskie ogrody
i zamysł mój
oscyluje
wokół Twej świętej osoby
wszak Ty nie pozostawiasz
nikogo bez opieki
Czasem surowo
jak każda
mądra Matka
mrużysz powieki
ale w tym zmrużeniu
jest szlachetność serca
Dziękuje Ci
że jesteś dla mnie
Mario
zawsze uśmiechnięta
Zaduma adwentowa
Adwentowe ślę myśli
Mario
o Tobie
W nich
ja ukryty
niby za słomą stodoły
w której Bóg
rodzi się
nie tylko
w słowie
On rodzi się
we mnie
na nowo
Dzięki temu
świat postrzegam
wieloaspektowo
Mam dodać coś
Mario
do tego wierszyka
Wiem wszak
że naszą więź kształtuje
meta semantyka
a zatem coś
co nie da się
w słowie
nawet twórczym wyrazić
Istotą i sednem zarazem
jest mądrość serca
i serce
co nigdy nie da się zranić
Wieniec dłoni
Zaplatam dłoń
w Twej niewidzialnej dłoni
wyczuwam
bezlik impulsów
zatem przysuwam do skroni
a pierwej do serca
Twe matczyne
ilorazy dostojeństwa
Przenikasz mnie na wskroś
choć dzieci w świecie
masz wiele
Nie wspomnę
o letnich katolikach
których czasem dostrzegasz
w pustym kościele
gdy przyszli
na chwilę zadumy
Dom Twój
otwarty dla wszystkich,
to przejaw
Twej wyższej kultury
W braku komfortu
Nietaktem
prosić Ciebie
o jakiekolwiek łaski
podczas gdy ja
od świata
chcę także otrzymać
swoiste oklaski
gdy się wobec Ciebie wzbraniam
gdy idę świadomie
w mgłę gęstą
i raz za razem upadam
Podnoszę się
i wstać próbuję
by upaść za chwilę
kolejny raz
niedobrze się Maryjo
z tym czuję
Świadomość chwili
Nie odkładam
na nieokreślone
kiedyś tam
własnego życia
Każdą sekundę
świadomie przeżywam
zdając sobie sprawę
jak wiele
przede mną jeszcze
tajemnic do odkrycia
Odkąd poznałem
Fatimy arkana
a w nich
jest Twoim piórem
Maryjo
prawda
o zjawiskach świata ukazana
wiem
że trzynasty dzień
każdego miesiąca
jest pamięcią
tamtych zdarzeń
gdy ukazałaś się
portugalskim dzieciakom
w majestacie Słońca
Być dzieckiem
a nie być dziecinnym
o to Ciebie proszę
szczególnie wtedy
bądź wyrozumiała dla mnie
gdy w kałuży głębokiej
zamoczę sobie kalosze
Usprawiedliwić chciej
przed Ojcem
niefortunnie me gugusieństwa
Jesteś wszak dla mnie
Mamusią kochaną
w splendorze dostojeństwa
Boskie obłoki
Użycz mi światła
gdy trwam w półmroku
spraw Maryjo
bym za chwilę unosił się
na Boskim błękitnym obłoku
i bym się nie szarpał
jak w sieć złowiona ryba
bym się też nie chełpił
tak jak świat się chełpi
uznając że życie
to jedynie chwila
a zatem hulaj duszo
piekła nie ma
Takich doznań mi nie trzeba
Niczym przypadkowi podróżni
Nie potrafię
bez Ciebie żyć
Ty nie potrafisz
beze mnie
Wierzę
co więcej
mam głęboką nadzieję
że światy nasze
wkrótce się spotkają
w realiach
co nie są śmiertelne
Jesteśmy tak różni
niczym w pociągu
przypadkowi podróżni
a jednak jest więź
między nami
Zasypiam
patrząc na Twój wizerunek
Maryjo
Ty na mnie
patrząc z oddali
szeptasz
bym się niczego nie lękał
i niczym nie trwożył
bym tylko
przykrył się miękką kołderką
i skroń do poduszki przyłożył
Przefiltrowana subtelność
Niepokalanie czysta
przefiltrowana
Słońcem Sprawiedliwości
Panienko Przejrzysta
a zarazem Matko
Boga i człowieka
Subtelność Twej osoby
niezwykłe mnie urzeka
Wsłuchuję się
w Twe natchnienia
ja
wątły okruszek istnienia
iść pragnę Twoich
po śladach
wszak towarzyszy mi
od dzieciństwa
ta mądra zasada
że tam jest dom
gdzie Ojciec jest i mama
Nadzieję mam
że spotkam się z Wami wkrótce
Umacnia mnie w tym
pokornych kolan postawa
Niestałość
Mówisz mi
Maryjo
że jestem zmienny
że planuję coś
a potem
górę biorą sentymenty
i zgrywam kogoś
kim nie jestem
Wypełnia mnie
i kształtuje zarazem
codzienna
Twa światło przestrzeń
Emocjonalność
przypisana do natury
a zarazem
imperatyw temperamentny
co przywarł
do mej osoby
poniekąd też
do ludzkiej mej kultury
takiego jakim jestem
Poznaję siebie samego
każdego dnia
na nowo
me serce jest dziś
pełne westchnień
i zagadkowych natchnień
do działania
Dziękuję Tobie Maryjo
za to
że jesteś
nieustająco przy mnie
wszak wiele mam jeszcze
dystansu do pokonania
Przenikają mnie
tajemnice Twego serca
którymi ze mną się dzielisz
ich wątki
niby pobieżne
a w sumie
głęboko intymne
Dziękuję że jesteś
nade wszystko
i pomimo wszystko
Prądy serc naszych
są płynne
Ku Eucharystii
Maryjo
w dłoniach trzymająca
bezbronnego Jezusa
tuż po narodzeniu
spraw
bym godnym był
trzymania dłońmi
Jego członków
W eucharystycznym przeistoczeniu
Epilog
To tylko cząstka mojej duszy w relacji do Maryi….
„Gdybym wiedział przed kim tak naprawdę klęczę” – to odniesienie do prologu czyli wstępu do tych tekstów – być może serce by mi pękło w zachwycie nad ukoronowaną ziemi i nieba Panną nad pannami albo też z wyrzutów sumienia
w odniesieniu do moich sprzecznych z Dekalogiem czynów, postaw, decyzji i co najważniejsze ran zadanych przeze mnie Matce Zbawiciela, a zarazem samemu Jezusowi.
Nie muszę wierzyć, że Bóg istnieje bo ja to wiem. Każdego dnia jest na wyciągnięcie moich kapłańskich ale przede wszystkim ludzkich dłoni i zawsze przychodzi.
To właśnie On czyli Pan Jezus zainspirował mnie bym jako kapłan, a zarazem mężczyzna podzielił się doświadczeniem obcowania z Dziewicą, która światu dała Zbawiciela…





